czwartek, 29 września 2011

Szalej

Opowiadanie historyczne osnute na tle Wojen Husyckich.
Wojny Husyckie które traktować możemy jako uwerturę do wojny trzydziestoletniej były jednymi z najokrutniejszych jakie rozegrały się na ziemi Śląskiej.Zapoczątkowane rozruchami na Uniwersytecie
Praskim którego rektorem w owym czasie był Jan Hus (Gęś)-od jego imienia wojny nazwano husyckimi.
Hus był zwolennikiem teorii uczonego angielskiego Hieronima Wiklefita reformatora katolickiego.
W początkowej fazie wystąpienia miały charakter sprzeciwu wobec przewagi elementu niemieckiego
na uczelni praskiej oraz własnościom feudalnym kościoła katolickiego.Populistyczne wystąpienia
Husa który był i wielkim demagogiem i strategiem szybko przysporzyły mu wielu zwolenników.Ruch
podzielił się na umiarkowanych Kalistynów oraz radykalnych Taborytów(od góry Tabor w Czechach).
Wypada podkreślić,że Śląsk w tym czasie na mocy umowy tręczyńskiej zawartej w 1335 roku pomiędzy
Kazimierzem Wielkim a cesarzem Luksemburgiem znajdował się pod panowaniem czeskim.Demagogiczne wystąpienia Husa zjednały mu zwolenników zarówno w samych Czechach jak i krajach ościennych np
Polsce,Litwie,Rusi.Możnowładcy tych krajów zwanych kacerzami zadali ludowi śląskiemu w tym również rybnickiemu wiele cierpień,wykorzystując wojny religijne do okrutnych pogromów,grabieży,
gwałtów i mordów (C.Hofler,Geschichtsszreiber I str.564)Na Śląsku wojny miały charakter bardziej
religijny a mniej narodowościowy,stąd emocje i okrucieństwo większe tak z jednej jak i drugiej
strony.Równość wszystkich stanów,swobodny wybór religii,każdy może być kapłanem dla siebie,
zabicie katolika wiernego papieżowi jest miłe Bogu to tylko niektóre hasła z arsenału husytów
które wyzwoliły demony.Jak w każdej rewolucji hasła poszły do lamusa a żniwo zbierała straszliwa
machina gwałtu i przemocy która bogatą ziemię śląską w tym i rybnicką zamieniła w ruiny i zgliszcza.W 1428 roku na Śląsk wyruszyła wielka ekspedycja husytów której przewodził Prokop
zwany Łysy równie wielki demagog i strateg.Po spaleniu na stosie Jana Husa w Konstancji Prokop
Łysy przejął dowódco nad Taborytami.W wyprawie na Śląsk wspomagają go zastępy polskich,ruskich
i litewskich kacerzy którym przewodzą Fryderyk Ostrogski,Michał Kornicz,Dobek Puchała,Piotr
Polak,szlachcić Kuropata(wsławił się tym,że brał udział w napadzie na Jasną Górę zostawiając na policzku Matki Boskiej dwie rysy po cięciu rapierem),bratanek samego króla Władysława JagieLLy
Zygmunt Korybutowicz który gwoli ciekawości planował utworzenie państwa śląskiego ze swoją osobą w roli króla a stolicą miały być Gliwice.Byli oczywiście i śląscy zwolennicy husytów
tacy jak:eycerz Jastrząb którego prawdziwe nazwisko brzmiało Runsztajn właściciel Jastrzębia,
Połomi,Świerklan i Szerokiej,rycerz Zygfryd z Bełku,Wacław na Grójcu k/Skoczowa,Jerzy Czarny z Pszczyny i wielu wielu innych.Nawała ogarnęła cały Śląsk.Płonęły klasztory,kościoły,całe miasta
legły w gruzach.Padły:Brdo,Kluczbork,Kłodzko,Gliwice,Bytom,Buczyna,Rybnik,Świdnica,Toszek.
Bronią się Nysa,Żory,Racibórz,Żory i Pszczyna(R.Heck "Szkic do Dziejów Śląska str.197-8)W pewnym okresie obok biskupa wrocławskiego Konrada jedynie książęta karniłowsko-raciborski Mikołaj II,Oleśnicki Konrad Biały twardo opierali się husytom.
13 maja 1433 roku młody bo zaledwie 23 lata liczący MikołajII gromi wojska husyckie dowodzone
przez Bolka V Opolskiego na Górze Rudzkiej pod Rybnikiem(Jan Długosz XI,p644 a także Boczek
Codex Morawian).Do zwycięstwa Mikołaja II walnie przyczynili się rybniczanie oraz odsiecz
Żorzan pod dowództwem swojego burmistrza sławnego rycerza Frysztackiego który w bitwie pod
Grunwaldem stawał u boku króla Jagiełły.
Tyle tytułem wprowadzenia w klimat epoki.Muszę przyznać,że w niektórych przypadkach nie obeszło się bez opisów drastycznych ale obligowały mnie do tego legendy o okrutnych husytach słuchane
w dzieciństwie w czasie jesienno-zimowych szkubaczek.Jestem przecież nieodrodnym synem tej
ziemi.Poza postaciami historycznymi reszta to fikcja literacka będąca wytworem mojej wyobraźni.Wypada również zwrócić uwagę na próbę okraszenia dialogów gwarą śląską.
Kawał historii tej ziemi i leży w szufladzie.Nie stać mnie na wydanie.Jestem emerytem.

czwartek, 22 września 2011

Westchniynie starej freli

Oj dana dana
przyszeł mi smak na oana,
może być i puklaty
bele był w mynskość bogaty,
może być ciyńki jak zmora
bele mioł ta chłopsko walora.
Oj dana dana dana
źle pod pierzynom być sama.
Oj luli luli luli
nikt nie ogrzeje nikt nie przytuli
oj luli luli luli nikt nie przytuli.

Cisza
-----
Słysza grobowo cisza
to isto wszyscy zamarli
z przerażynio a może z gańby.
Podzielyni na równe połówki
nie pasujymy do siebie
Bo czy może pasować połówka
miłości i nadziei
do poskryncanej jak karbinadel
połówki podłości i zdrady.
Mijomy sie na ulicach
i uciekomy oczami kajś w bok
Ty sie boisz,że ujrza w twoich oczach zdrada
jo sie boja,że znojda potwiyrdynie moich przypuszczyń.
Przeklyństwym je żyć we wspólnocie
w kerej ojcowie rozsiywajom zwątpiynie w duszach dzieci.
Może spróbujmy rozerwać ta cisza
błyskiym pierona kary i poniżynio
Niech ci kerzy zwątpiyli
ubierom sie w szary pokutne
niech ci kerzy zostali wierni
szyroko pozewrzom ramiona.
s.ptaszyński

niedziela, 18 września 2011

Oszkubek - utopek spod Rudy.



Ukazał się mój zbiór opowiadań gwarowych, o rybnickim utopku - Oszkubku. Zapraszam wszystkich do zapoznania się z zabawną książką, opowiedzianą gwarą rybnicką.

sobota, 10 września 2011

O cilipie Albinie i koczce Tilce

To co Wom dzisiej połosprawiom zdarzyło sie naprowda.Na świecie była wielko wojna a joch był małym bajtlym i chodziyłech do nimieckej szkoły a po szkole pomogołech starzikowi przy gospodarce.Pamiyntom był piykny letni poranek,klara grzoła a na niebie nie było ani jednej
chmurki.Starzik padali co bydymy dzisiej bronować pole za stodołom bo cza wysioć saradela.
Ach tyn moj starzi Piotrek,podziwali sie na niebo i pedzieli co przy takej szumnej pogodzie
amerykony bydom isto bombardiyrować Kyndzierzyn i Blachownia.Jeszcze nie skończyli godać jak
oroz coś cupło mie w gowa.Do czopki wpod mi wały cilip kery isto wypod z gniozda.Biydok mioł złomane skrzydło i nie umioł lotać.Starka Maryjka padali co bych cilipa wsadziył do słomionki
wele pieca kaj śpi młodo koczka nazywali jom Tilka bo była miongliwo ani ciotka Tilka.Koczka
bydzie miała śniodanie a przy okazji nauczy sie polować.Zrobiyłech jak starka kozali i poje-
chołech ze starzikym w pole.Dzwoniyli na Anioł Pański jak syryny ogłosiyły"fligeralarm"-alarm
lotniczy.Ledwo skończyli my ostatnio zdrowaśka jak na niebie pokozały sie fligry.Leciały wysoko
że z ziymi wyglondały ani wielke ptoki jyno szum motorów pokozywaoł,że to potynga kero leci
nod Blachownia kaj Hitler produkowoł sztuczno bynzyna co by jom zniszczyć.Starzik padali co jak
amerykony bierom sie za wojaczka to Hitler je już "kaput".Ostatnio raja fligrów przelorywała nod nami jak oroz od jednego oderwało sie coś i leciało prosto na nasza chałupa.Świynty Antoniczku pedzieli starzik dyć to je bomba.W chałupie som starka moja mamulka siostry i brat.Starzik sie przeżegnali,zostawiyli konie i na przijmo lecieli do chałupy a jo za nimi.
Słyszołech jak głosno rzykali co by bomba nie trefiyła do naszej chałupy.Starzik Pietrek to
byli szpec,tak pozałatwiali z Panym Bogiym,że bomba spadła wele chałupy i nie wybuchła.Leżała
na Tkoczowym polu i czekała aż przijadom wojoki.Nimce przijechali coś tam klupali przikłodali
ucho do blachy,na koniec odkrynciyli jakeś śruby i okozało sie,że to nie była bomba jyno wielki
kanister na bynzyna a do tego keryś nasroł do środka.Ci kerzy stoli bliżyj padali,że śmierdziało
ani by kery diobła rozczas.Starzik padali,widzisz karlusie to som amerykony,prowadzom wojna,robiom interesy i jeszcze błoznujom.Było dobrze popołudniu jak my skończyli robota.Ledwo
my przijechali na plac a starka wołajom co by sie podziwać do słomjonki bo takich cudów jeszcze nie widzili.Dziwom sie a koczka leży zawiniynto w kłymbek a ze środka wystowo dziubek cilipa
kery popiskuje ze zadowolynio.Widzioł to świat,koczka kero miała zrżrać cilipa na śniodanie
grzeje go ani kwoka pisklynta.
Trwało to pora dni cilip nie wyłaziył ze słomionki jyno sztyjc sie wygrzywoł a od czasu do czasu
dziuboł okruszki chleba i insze resztki.Jak doszoł do siył to zaczon łazić po kuchni i znochwiać
resztki kere spadły ze stołu.Lotać lotoł słabo,nojwyżyj na stoł abo bifyj.Wszystko by grało kej
by niy to,że był ogromnie pyskaty.Ćwiyrgolył od rana do nocy a to coś mu nie pasowało w słomionce a to Tilka nie chciała go suchać,sztyjc coś.Skuli tego starka nazwali go Albin od
synka od somsiadki kery deptoł w kościele organy i tysz sztyjc sie wadziył ze wszystkimi.Ale było widać,że z koczkom Tilkom skamraciył sie na całego.Czynsto bywało tak,że Tilka leżała w
słomionce a Albin łaziył po niyj,rozdropowoł sierść jak by szukoł błechów.Tilka to lubiała
nadstawiała sie na wszystkie strony i mruczała zadowolono.Nojwiyncyj szpasu było jak Tilka
brała Albina na szpacyr,było to tak,że Albin siodoł Tilce na pukel abo na czubek głowy i razym
maszyrowali bez plac do zegrody.Z dalsza wyglondało to tak jak by Tilka miała ogromniasto buła
na łepie.Wszystko grało do czasu.Mecyje zaczły sie jak Albin zaczon paskudzić kaj popadnie
Haja była na cołko chałupa jak roz Albin nasroł starce do garca z kartoflami.Dostoł szmatom i od tego czasu uciykoł przed starkom ani przed ogniym.Ogromnie nie był rod jak Tilka pyrtała go
łapom bo chciała sie bawić.Nerwowoł sie,jeżył pióra i wrzeszczoł zły jak szerszyń ale jak on
mioł chyntka na błozna to Tilka musiała go suchać.I choć było z nim trocha mecyji to po cichu
wszyscy byli radzi,że w chałupie je sie z czego śmioć.Ale roz Albin przebroł miarka.A było to
tak.Wzionłech go na noc do łóżka.Z poczontku wszystko szło dobrze,joch leżoł pod pierzynom a
Albin siedzioł na łożnicy i kimoł jyno po czasie zaczło go mierzić i bezkurcyjo jedyn z nudów
ćwiergolył na cołki karpentel.No i haja gotowo.Tatulek wziynli lacz i ciepli nim w cilipa ale nie trefiyli no to poprawiyli uzaś nie trefiyli,no to zaczli buczeć po mnie,że jak chca spać z cilipym to musza go czymać pod pierzynom.Mamulka zgasiyli światło i pomalutku wszyscy za snyli.
Drugo haja zaczła sie nod ranym.Zrobiyło sie widno i Albin zaczon lotać po izbie.Tatulek chrapali ani staro"ajzenbana",leżeli na puklu z gymbom otwartom no i Albin siod tatulkowi na
kichol.O świynto Petronelko co sie nie pochało.Tatulek wyskoczyli z łóżka bo im sie zdowało,że
ich dusi mora,mamulka uznali,że oszkliwiec Albin nasroł im do szklonki kaj czymali sztuczny
gebis.Wurok był jedyn.Kara śmierci dlo cilipa.Albin zapod sie pod ziymia.No i wiycie jak to je
cołko wina i cołko złość spadła na mnie.Dostołech klapaczkom na muchy i musiołech lotać z hadrom
i pucować wszystkie miejsca kere za paskudziył Albin. Ale tak po prowdzie to wom powiym,że jyno jowiedzioł kaj skrył tyn przejynty cilip.Od czasu jak podpod starce mioł jedno miejsce kaj go
żodyn nie umioł znolyść.Była to prawo zadnio noga od bifyju ta wele dźwiyrzy skond wszystko
widzioł i słyszoł a kaj żodyn go nie umioł dopaść.Jak wszystko ucichło a moj tatulek poszli
do roboty wzionłech Albina i zaniosłech go do chlywa co by przeczekoł wrawy czas.No ale Albin
to był hajok kery sztyjc sie musioł z kimś wadzić abo prać.W cglywie jaskółki mioły gniozdo a
do tego miały młode no i mecyje gotowe.Chcioł nie chioł musiołech Albina z chlywa zabrać bo
starka pedzieli,co jaskółki to som boże ptoszki i nikt nie bydzie ich szterowoł.Starzik narychtowali mi pusto biksa do środka wsadzić cilipa,nakryć papendeklem i wziońć se na prze-
czekanie.Nojgorsze było to,że biksa z Albinym musiołech nosić do szkoły,Wlozłech do klasy biksa
wsadziyłech pod ławka tak co by żodyn nie widzioł,robia świynto mina i czekom.A musza wom pedzieć,że w nimieckej szkole nie było szpasu.Rechtor her Urbanek był ogromnie srogim w rynkowie nosiył czcina kerom walył po rynkach jak jyno keryś coś przeskroboł.Puki co wszystko
grało.Her Urbanek wloz do klasy pedzioł pedzioł"Heil Hitler" a spod mojej ławki odpowiado mu
ćwiyrgolynie cilipa.Rechtor zgupioł,opuściył brele i rozglondo sie po klasie i szuko skond
dochodzi głos cilipa.Urbanek śmiysznie krynci głową ani sikorka,zaglondo po oknach nowet za
tabula czy aby tam cilip nie uwił gniozdo.Gniozda nie znaloz a przejynty Albin rozćwiyrgolył sie na cołki karpentel.Świynty Karolu Boromeuszu pomóż bo przez tego cilipa dostana ekstra
rzazy,byda w kościele deptoł organy ale niech tyn przejynty cilip zamknie tyn dziub.Wroz Urbanek stanoł przed klasom i pado"no ja das ist ein gute schpas"-no ja to jest dobry żart,
kery umi tak piyknie ćwiyrgolić niech stanie przed klasom.Cicho,żodyn sie nie ruszo a Albin
zamkniynty w biksie wrzeszczy coroz głośniyj.Urbanek sie znerwowoł,kozoł cołkej klasie stanońć
wele ławek i wyciongnońć rynce,nie pomogło.Kozoł wszystkim czymać rynce przed sia i otworzyć
gymby,isto uznoł,co keryś mo ukryto piszczołka.Nie pomogło.W ostatniej chwili przewróciyłech
biksa w kerej siedzioł Albin,uznołech co jak bydzie lotoł po klasie to rechtor nie bydzie
wiedzioł do kogo cilip noleży.Urbanek chodzi od ławki di ławki i szuko piszczołki a w tym
czasie Albin na moje utropienio przecisko sie bez dziura w ławce kaj było miejsce na "tintenhaltry"-kałamaże.No ja to je moj konie.Przejynty Albin miost lotać po klasie uznoł,
że lepiyj bydzie przeciskać sie bez dziura.Jak Urbanek przyszoł do mojej ławki to cilip był
już do połowy przełonaczony z dziury.Rechtor stanoł poprawiył brele i dziwo sie roz na mnie roz na ławka.Słyszy głos cilipa a ptoka nie widzi bo mioł słaby wzrok.Urbanek uznoł,że co nie-
dowidzi to do wonio.Zaczon niuchać kicholym,dotar do blatu ławki a w tym czasie Albin przecis
sie bez dziura i zadowolony otrzepowoł skrzydła,że wyloz z tej ciasnej biksy.Doszło do tego,że
na blacie ławki spotkali sie rechtor Urbanek z dugim hudym kicholym i Albin kery nie bołsie
ludzi i ćwiyrgolył w nojlepsze.Chwilka tyczyli na przeciw siebie,w końcu Urbanek wyprostowoł
sie i pyto sie"was ist das"-co to jest.Albin odpowiadom;"was bedeute Albin-co znaczy Albin.
No Albin znaczy cilip znaczy "sperling",jonkołech sie coroz bardziyj.To był moj koniec.Za
używanie polskich słów była kara jak amyn.Stanonć przed klasom wyciongnońć rynce i czekać.
Kara dziesiyńć szlagów czcinom na rynce.W czasie jak Urbanek wyciongoł z rynkowa czcina na
mojej prawej rynce usiod Albin.Zawsze tak robiył jak my wychodziyli na szpacyr,tak ech go
wycuchtowoł.Rechtor zamachnoł sie ale i wroz se zmiarkowoł,że coś je nie tak.Schylył sie ani
by mnie chcioł pocałować w rynka;wyprostowoł sie,poprawiył brele i dziwo sie roz na mnie roz na Albina kery zadowolony siedzioł mi na rynce i czyściył pióra.Wroz stoło sie coś co nigdy nie
miało miejsca,Urbanek zaczon sie śmioć,przetar spocone brele dziwo sie roz na mnie roz na Albina i nic jyno ktynci głowom.W końcu schowoł czcina mnie posłoł do ławki i kozoł co bych
opowiedzioł cołkej klasie jak do tego doszło żech sie skumplowoł z cilipym.Wszyscy suchali mojej opowiastki o Cilipie Albinie i Koczce Tilce a jak ech doszoł do miejsca w kerym Albin nasroł starce do ganca z kartoflami to wszyscy sie śmioli a Urbanek sztyjc wyciyroł brele
sznuptechlom.
Albin zrobiył jeszcze jedna rzecz w chałupie i to tako,że mu wszyscy zaczli pszoć nowet starka
Maryjka i moj tatulek Ignac.A było to tak.Starka chowali szykowne stado cip kerym przewodziył
kokot wołali go August.Kokot był taki napastliwy a taki hajok,że chnetka nie było mu rady.On rzondziył na cołkim placu i nowet pies przy budzie mu nie podskoczył.Było to w niedziela po obiedzie wszyscy my siedzieli w laubie przed chałupom jak wroz na plac wylazła Tilka a na łepie niosła Albina.Koczka maszyrowała na przijmo bez plac do zegrody jak wroz droga ji zastompiył
kokot August.Tilka chciała go wyminońć ale August szukoł haji.Zaczon tańcować,dropać paurami ziymio jeżył sie ani pultok na zolytach.Albin sfurgnoł i usiod na gnotku.Cołki plac zamarł.
Cipy przestały dziubać ziymio,pies Muszka usiod przed budom i śmiysznie ruszoł uszami.Zdowało sie,że Tilka je przegrano jak wroz stało sie coś niespodziywanego.Albin sfurgnoł z gnotka i ze
zadku zaatakowoł Augusta.Wylynkany kokot uciyk miyndzy cipy kaj sie odgażoł jaki to on je mocny.A Albin jak by nigdy nic usiod na łepie Tilki i razym maszyrowali do zegrody.Starka padała,co jak żyjom to nie widzieli takej porki.Od tego czasu wszyscy pszoli i Albinowi i Tilce
a na gorce z kartoflami kładli pokrywki zaś szklonki z gybisami nakrywali talyrzykami.
Miało sie ku wiośnie jak rechtor Urbanek pozwoł mnie do tabuli i kozoł opowiedzieć cołkej
klasie jak Tilka i Albin przezyli zima.Wszystko jyno niy to.Bydzie gańba.Nie umia pedzieć słowa
czuja w gardle słono ślina a oczka tysz mi coś zachodzom.Ni ma Albina,cilipa,wróbla,sperlinga
Urbanek poprawio brele i czeko.Panie rechtor miesionc tymu do Tilki zaczon przichodzić na
zolyty kocur.Albin myśloł,że wszyske koty som jak Tilka i siod ji na łepie i razym poszli na
zolyty.Kocur zaczon od tego,że zeżar Albina.Zeżar go ani mysz.Piyrszy roz mogecie mi wierzyć
widziołech jak her Urbanek poślimtowoł i pucowoł spocone brele.

czwartek, 7 lipca 2011

myśli krotochwilne

O pewnej Grecie
---------------
Pewno Greta z Achen
lubiyła fiken machen
joch tyż nie był od tego
żeby se tego iowego
Greta w fikaniu była znakomito
teroz je bachorzito.

O samotnych
-----------
Baba bez chłopa
to wielke rozterki
zaś chop bez baby
to jak śrubka
bez muterki.

O czułym kicholu
----------------
Im wiynkszy gnojek
tym mu bardziyj gówno śmierdzi.

Kameleon
--------
Za Hitlera był faszystom
za Stalina był czekistom
za Gomułki był Ormowcem
a za Gierka był Zomowcym
za Wojciecha był gliniorzym
a za Olka ochroniarzym.
Choć je genetycznym osłym
za niedługo bydzie posłym.

O dowaniu
Nowet mała jak dobrze dała
w pamiyńci pozostała.

O blondynce
-----------
Wiycie czamu blondynki majom jasne czuprynki
bo som napolone jak żyd na piyniondze
i cołki pigmynt zeżarły im żądze.

Potynga dźwiynków
-----------------
Jak kokot zapieje
kożdo cipa chce nie chce gupieje,
zaś na cip gdaczynie
kokota biere ocipiynie.
Romantycznom symfonią
bywajom nojzwyklejsze androny
bele byś mioł ucho
na dany ton nastrojone.

O akustyce
-----------
Już starożytne myndrcy take głosiyli etyczne kanony
by gospodorz przi gościach nie pieściył swej żony.
Poważnie przyjonłech myndrca zalycynie
i jyno wtedy podchodziyłech do żony
jak ścianami od świata byłech oddzielony.
Lecz wroz skończyło sie moje intymne miłowanie
dostołech przidział na spółdzielcze miyszkanie.
W dziupli zbudowanej z wielkej płyty
poznołech koszmar osiedlowej akustyki.
Bez sufit słysza jak u somsiada tapczan brzynczy
z lewej słysza głymboke westchniynia i jynki
z prawej słysza skrzypionce szpirale
a mnie ludkowie z nerwów nowet włos na głowie nie stanie.
Z coroz wiynkszom pogardom spoglondo na mnie Gynia
Jako pan i władca jestech kaput po prostu mnie ni ma
Taki marny koniec zgotowała mi Gierkowo urbanistyka
mom tiki nerwowe a mynskość odeszła i kwita.
Trudno płyntować fraszka by było etycznie
skoro dusza wyje do miesionczka szpetnie
wiync powiym szczyrze,
że aby podniyść w mojej krwi stynżynie testosteronu
kupiyłech od rusów przeogromno lupa
i podglondom somsiadka jak dowo chłopowi...zupa.

środa, 29 czerwca 2011

Boguś

Jest to opowiadanie pisane gwarą śląską oparte na autentycznych wydarzeniach.Wybaczcie mi gwarę
która dla wielu będzie utrudnieniem ale jest to mój gest w kierunku do Bogusia i skromny hołd
oddany językowi dziadków,mamy i mojej młodości.No to zapraszam.


Ogromnie ciynżko było sie pożegnać z paniom Zosiom z ochronki(przedszkola)dlo bajtli
(maluchów)rodziców kerzy pracowali w Rybnickim "Anschtaldzie"-Zakład dlo Nerwowo i Psyhicznie
Chorych.W ochronce poznołech takigo samego bajtla jak jo.Wołali go Boguś Kuna.Od niego tata był
wielkim polokym przed powstaniem Polski należoł do "Sokoła,był dyrygentym chóru"Seraf" i do"tego
organistom u ojców misjonorzy w Rybniku.
Razym uznali my,że pani Zosia je nojszumniejszo pani na cołkimświecie.W tym przeświodczyniu my
żyli i zdowało nom sie,że to bydzie trwało wiecznie.Ale wroz cołki tyn świat rozpyrsknoł sie
jak bańka mydlano.Piyrszego września przyszli my do ochronki a pani Zosia cołko zapłakano pedziała,co momy gibko wrocać do chałupy bo je wojna.Kożdego z osobna po halała po głowiczce
i pedziała,że zawsze momy kochać Polska.
Cołki uładzony świat przestoł istnieć,rozlecioł sie na tysiące dramatów,świnstw i świnstewek.
Puki co lotali my po polach i łonkach na grobli pod Rudom strzylali my ze "schlojdrów"-procy
do szyszek sosnowych zawiyszonych hań wysoko pod niebym.
Wroz do naszej chałupy prziszoł nimiecki policjont z nakazym co jo znaczy sie Karlik musza
chodzić do nimieckej szkoły bo jo je ślońzok a ślońzoki som nimce.Nie umiołech tego skapować
czamu ślońzoki som nimce.Starzik Pietrek ze starkom Maryjkom godali po śońsku,mamulka godała
po ślońsku ale jak wyszła za gorola z wielkopolski to godała i po naszymu i po polsku ale żodyn nie godoł po nimiecku a tukej wroz kozali mi być nimcym.Uzaś rodzina od mojego kumpla Bogusia
nimce nazywali"Polnische Banditen" bo ojcieć od Bogusia choć Slońzok to przecasz walczył o Polso.Prowadziył organizacyjo"Sokół",polski Chór "Seraf" i był organistom w kościele i ludzi
uczył śpiywać po polsku.Biydok w piyrszych dniach wojny zostoł wywieziony do Dachau i zamordowany.Take sprawy.Padom wom to sie nie mieściyło w mojej małej głowiczce a do tego w szkole siedziołech w jednej ławce z synkym kerego Wołali Wolf.Wolf był nimcym i nie znoł jednego słowa po naszymu a uzaś jo nie znoł jednego słowa po nimiecku a jeszcze co by było
blank po kryncone to rechtorym był stary nimieć kery chodziył w uniformie SA-mana był zasuszony ani nudla a zły jak szerszyń.Jak nie godołeś po nimiecku toś dostowoł trzcinom po rynkach zrobiyłeś kleks dostowołeś trzcinom.Byłech za mały by to wszystko zrozumieć ale coś wy mnie
pynkło,kajś w środku narostoł bunt do rechtora-her Urbanka do Wolfa,do nimieckej szkoły i som już nie wiym do czego.A tak po prowdzie to był to bunt za łzy pani Zosi z ochronki,za to,że mój tatulek musioł uciykać przed nimcami,za to,że Bogusiowi zabiyli tatulka za nocne popłakiwanie mojej mamulki.Ale to był dziepiyro początek.Prowdziwe mecyje czekały w kolyjce.
Posuchejcie jak tymu było.
Dobiegoł końca wrawy czerwcowy dziyń 1943 roku.Karlik siedzioł na zapiecku i przisłuchiwoł sie babom kere u starki szkubały piyrzo i klachały ,że aż furczało.
-stary Ogon żyje na kryka z cerom od Szyjoczki zaczła ciotka Milka kero sama była zowitkom,
-co to nie godosz pedziała czorno Tilka kero była bez chłopa bo jyj Ziguś poszoł do wojoków,
-ja chopy to som kyndrozy żodnej babie nie przepuszczom dodała ciotka Ana,
-a tyć baby nie som lepsze,padała mi Angela ta od Buncloka,że sama widziała jak do rusów kerzy
robiom na kopalni Donesmark podkradały sie paniczki co by je... no wiycie.
-sam take co godajom,że rusy majom te interesa ogromniaste i kożdej dogodzom...
-Ustońcie już klachać,odezwała sie mamulka od Karlika.Kożdy mo jakoś słabość,jedyn do gorzołki
inszy do bab.Świata nie poprawicie.
-Amerykony rychtujom sie wojny z Hitlerym.Bydzie haja jakej nie widzioł świat.Londyn podowoł.
-A skond wy wiycie Kroczko co podowoł Londyn,zdziwiyła sie Ana,przecarz nie mocie radioka.
-Padom wom,co podowoł Londyn,ta Ukrainka Maruszka kero je na służbie u Segera tego austryjoka
pedziała,że on mo schowane radio w strouzaku i jak wszyscy śpiom to sucho.
-Widać co ta Maruszka musi spać blank blisko tego Segera,bonkła Milka.
-Co tam Seger robi w nocy z Maruszkom tego nie wiym,jedno je pewne choć je austryjokym to
pozostoł porzondnym człowiekym.Żodnymu krzywdy nie robi a nasze ślońske chachary co pochajom?
Na swoich donoszom na GESTAPO.
Karlik przycupniynty na zapiecku słuchoł tych babskich godek i kombinowoł skond baby wiedzom o takich różnych sprawach.Świat ludzi dorosłych tyż je nieźle pofyrtany.Dalsze klachy
przerwało nogłe wyjście pani Kunowej mamulki od Bogusia.Stoła w dźwiyrzach oparto o framuga
nie pedziała ani jednego słowa jyno feste płakała a ślozy spływały i po policzkach tak feste,że aż kapały na kragel od bluzki.Wroz zrobiyło sie cicho ani w kościele.
-Boguś umiyro,wyszeptała.Zapolynie opon mózgowych...i rozbeczała sie na nowo.W Karlika jak by
piznoł pieron.Boguś umiyro.Kumpel z ochronki razym dokozywali pod Rudom,dyć niy tak downo siekła go osa na miedzy.Boguś umiyro.
Je nieprzytomny,szeptała pani Kunowa,sztyjc jyno woło o Karlika.Teroz dziepiyro oczy wszystkich
zaczły szukać Karlika i znojdły go skrytego za słomionkami.Piyrszym odruchym było uciyć,zaszyć sie bele kaj,jyno daleko od śmiertki.
-Podź Karliczku Boguś czeko na ciebie,w głosie pani Kunowej było tela rozpaczy i prośby,że pokonoł strach przed tom kościstom z kosom i posłusznie poczłapoł za paniom Kunowom.
Mały pokoik,porozciepywane zabawki,oparto o ściana hulajnoga ta sama na kerej jeździyli po asfalcie ulicy Gwywickej,na podłodze zeszyt z niedokończonym zadaniym.Na ścianie
wisi krzyż i obrozek Matki Boskej Czynstochowskej.Odsuniynte od ściany łóżeczko a nod nim
lampa owiniynto w gazeta co by nie blyndowała w oczy.Na łóżeczku leży oświytlono słabym
światłym postać Bogusia,jakoś mniyjszo,zasuszono jak by obco.Pirzynka leży na podłodze.Ktoś
delikatnie podprowadziył Karlika do chorego.Stoł jak zahypnozowany nie bardzo wiedzioł co
zrobić.Czuł ciepło trawionego goronczkom ciała.Nieprzytomny Boguś szeptał jakieś słowa,pojedyncze wyrazy,miedza,Ruda,pani Zosia...i nogle Karlik usłyszoł swoje imię.Odruchowo
dotknoł dłoń Bogusia i wtedy stało sie coś niesamowitego;chory odzyskoł przytomność kurczowo
złapoł podano dłoń i uśmiychnoł sie i wyszeptoł słowo "
Karlik tyś to je?"
Nostympnego dnia rano zmarł.Pani Kunowa pedziała,że usnoł z uśmiychem przekonany,że
loto z Karlikym po miedzy na Ogonowym polu.Bywajom take mondrale kerzy dowodzom,że dzieci nie
umiom kontestować śmierci.Dowodzom,co śmierć tak daleko odbiygo od radości życia,że nie dociyro
do świadomości dziecka.Karlik zaprzeczył tej tezie.Głymboko przeżył śmierć kolegi.Brutalnie
dotarło do niego,że śmierć jest czymś tak mocnym,że wszyscy muszom ji sie poddać.
na drugi dziyń nie polecioł na grobla pod Ruda nie siod na miedzy kaj z Bogusiym szukali gniozd
od skoworonków.Krynciył sie po obyjściu,pomogoł starce.
Mało sosnowo truminka przed ołtorzym Matki Boskej Bolesnej.Cołki czas stoł wele trumny niy
dlotego że mu tak kozali jyno,że tak chcioł.Szkoła i kościół były przy tej samej ulicy"Cmyntornej"Rechtor Urbanek bez okno widzioł kożdego kery wchodziył i wychodziył z kościoła.Starsi uradziyli,że Karli jako kumpel Bogusia pudzie som za trumnom a dziepiyro po tym
kapelonek i reszta konduktu.Jak mijoł okna swojej klasy podnios głowa i ujrzoł rechtora Urbanka
jak sowim okiym dziwoł sie na kondukt.Ich oczy spotkały sie.Byli w połowie drogi na kerhof
jak dwóch starszych uczniów w mundurach"Hitler Jugend" wyprowadziyło Karlika z konduktu i zaprowadziyło przed oblicze her Urbanka.
Mały hudy niepozorny Karlik stoł na przeciw hudego jak tyka chmielowo wysokigo rechtora.W klasie zrobiyło sie tak cicho że słychać było bzykanie muchy kero kaś pod dekom wpadła w sieć pajonka.Wszyscy czekali jako kara wymyśli Urbanek za to,że Karlik poszeł na pogrzeb syna"polnische bandite"
-opuścić galoty,pochylić sie do przodu,padła komynda.Urbanek trzymoł w rynce ciynko długo
trzcina.
Karlik nie opuściył galot,zrobiył krok do przodu,stanoł na przeciwko rechtora i patrząc mu prosto w oczy pdzioł;
-Boguś Kuna był moim nojlepszym kolegom,puda mu na pogrzyb a po tym bydzie mnie pon biył.
Obruciył sie na piyńcie i poszeł do drzwi.Urbanek stoł z głupiom minom.Jak dolecioł do cmyntorza
ceremonia miała sie ku końcowi.Kapelonek zejrzoł Karlika podszed i przytulył go do siebie.
Karlik podszed do grobu porzykoł,wciepnoł gorść ziymi na trumna i gibym polecioł do szkoły.
Strach dopod go jak dochodziył do ðźwiyrzy klasy. Czy wytrzymie bicie.Czy bydzie ślimtoł przed
całom klasom.Jak wloz do środka klasa uzaś zamarła.Urbanek pisoł coś na tabuli i udowoł,że nie
widzi tego małego czupurnego Karlika z kerym mo same mecyje.Karlik zgodnie z poprzednim poleceniem zdjon jupa(kurtka) i pomalutku odpinoł szelki od galot.Był przirychtowany do egzekucji jak wroz stało sie coś niedoopowiedzynio.Rechtor Urbanrk podszed do Karlika zarzuciył mu opuszczone szelki i bez słowa zaprowadził go do ławki.Zrobiyło sie tak cicho,że nowet
mucha przestała bzykać.Nikt nie wiedzioł co je grane.Urbanek usiod za biurkym dziwoł sie na Karlika i bymbnił palcami o blat.Dzwonek na pauza przerwoł ta dziwno sytuacja..
PS
Opowiadanie oparte jest na autentycznych wydarzeniach.Bogusław Kuna był synem działacza "Sokół"
dyrygenta chóru "Seraf",organisty u ojców misjonarzy.W pierwszych dniach września 1939 roku
został wywieziony do Dachau i zamordowany.Prawdziwe jest również nazwisko SA-mana Urbanka kierownika szkoły im.Horst Wessel.Nazwiska chłopców z Hitler Jugend którzy wyprowadzili Karlika z konduktu pogrzebowego celowo nie podaje.Po wojnie byli obywatelami Rybnika.Jeden pracował w PZGS-ie drugi był nawet organistą w innym kościele.Początkowo na widok Karlika uciekali ale
z czasem dotarło do nich,że nic im nie grozi.Wystarczy,że był ich wstyd.Ale czy był.

wtorek, 7 grudnia 2010

Bożonarodzyniowo po slońsku.

Ślońskie Betlejym
-Srebrny szmer na rzynsach
cichutko płatki płynom
utopione wśród smutnych pagórków
jawi sie ślońske Betlejym.

Szopka zrobiono z okorków
zbito jak sztolnia gwoździami
głosi nom pieśń radosno
ustrojono dziecionteczkami.

Szpetota stoła sie piynknym
ubustwo wabi skarbami
łomie złość i nienawiść
miłość zawisła nod nami.

Podejmy sobie rynce
stońmy przi lichej stojynce
niech kożdy z nos na ta chwilka
złoży w ofierze swe serce.