środa, 7 października 2015

Szlej - Rozdział 6 - Zasadzka

Zasadzka

Na wschodnim niebie jasno świeciła gwiazda poranna,a daleko za horyzontem niebo powoli nabierało barwy jasnoróżowej,delikatnie przechodząc w złotą poświatę.Gdzieś tam w zaroślach słychać było pierwsze nieśmiałe popiskiwania budzących się ptaków.Przypominało to orkiestrę,która przed koncertem stroi instrumenty.Pierwszy ton podał kos,drugi po słowiku solista.Lękliwe sarny i jelenie ukradkiem przemykały
do wodopoju.Przyroda budziła się ze snu.
-No panowie jesteśmy spóźnieni,głośno powiedział dowodzący Piotr Polak,wyrywając z odrętwienia tych których monotonne kołysanie w siodle uśpiło,jak kołyska niemowlę.Zaczyna dnieć,zagrodniki już się budzą.Zygota do mnie!
-Jestem hetmanie.
-Mijamy Kozie Góry,nie warto dla kilku chałup wszczynać alarm.Jeżeli nas zauważą powiadomią hetmana na zamku,a ten przygotuje obronę. Pamiętajcie,to jest zamek z załogą i jest dużo mieszczan.Atakujemy podług planu-jedni objeżdżają z prawej,drudzy z lewej strony a twoja rola Zygota najwieksza.Popłoch i przerażenie odbiera siły każdemu. -Już jam im zrobię popłoch,mości hetmanie.Wiechcie słomy przywiążę psom do ogona,podpalę i puszczę między strzechy.
-Tylko spraw się lepiej niż Runsztajn z tym kapelanem.
-Kapelan nie żyje,klnę się na mój rycerski honor,Runsztajn stał obok i słyszał rozmowę hetmana z Zygotą.
-Skoro żyje,to mi go pokaż,ot co.
-Martwy on,upierał się Jastrząb,reszty nie pojmuję.
Wprawione w zbójeckim rzemiośle zbiry,sprawnie podzieliły się na oddziały i ze swoimi dowódcami zniknęli w przepastnych lasach,które okalały Rybnik.I chociaż szli cicho jako liszka gdy poluje na mysz,to przecież nie zauważyli,że byli śledzeni.W koronach potężnego buku co rósł na szczycie najwyższego wzniesienia Kozich Gór,siedział ubrany z chłopska młody człowiek.Śledził każdy ruch oddziałów Piotra Polaka.Notował w pamięci,na jakie grupy się podzielili i widać domyślił się co zamierzają.Ledwie ostatni jeździec zniknął w gęstwinie,zwinnie jak wiewiórka zsunął się z buku i sobie tylko wiadomymi ścieżkami pognał w kierunku rybnickiego zamku.
Natarczywe kołatanie do głównej bramy zamku dudniło po całej okolicy. Wa htowy,którym był stary Wiktorin,nieufnie spojrzał przez szczelinę.
-Jaki dioboł robi take larmo po nocy.
-Nie godej za wiela,jyno gibym budź hetmana-husyty som na Koziech Górach i podchodzom z trzech stron. Wiktorin otworzył małe drzwi które były częścią wielkiej bramy.
-Prawisz,że już som.
-Wczora byli w Jankowicach,tam ich zejrzoł Wawrzyn,a joch ich wybadoł
dzisiej jak podchodziyli do Kozich Gór.Budź hetmana i rycerstwo bo czasu je mało.Wnet cała załoga zamku była na nogach.Hetman,który o oddziele Piotra Polaka i towarzyszącego mu oddziału Runsztajna wiedział od ocalałego z pogromu Świerklan chłopa Proćpaka,był przygotowany do
obrony Rybnika.Rozkazy były wydane,każdy wiedział co ma robić i jakie
zająć stanowisko.
-Ty Georg leć do proboszcza niech zabierze wszystko co wartościowe i przybywa na zamek.Jan Skorek ma objechać całe miasto,niech wszyscy którzy potrafią utrzymać w dłoniach kopoczyk,widły lup cepy stają do obrony miasta.Czeka nas ciężkie zadanie.Książe Mikołaj jest daleko.
-Dużo ich naliczyliście-hetman zwrócił się do chłopa który przywiózł wiadomość.
-Bydzie ich dziesiyńć razy po rynce,jaśnie panie.Jest też trocha pieszych
kerzy sie przyplątali do nich.
-Kobiety,dzieci,rogacizna wyprowadzić w bażoły i lasy na Wawok,szybko,
zachować ciszę,niech im się zdaje,że nas zaskoczyli.Tego co sam mianował się hetmanem-Piotra Polaka i Runsztajna zostawcie mnie.Długo
będą pokutować za zło którego dopuścili się na naszej ziemi.Poślę ich do książęcego lochu w Raciborzu.
Ale coś mi śię wydaje,że w 50 ludzi nie będą zdobywać zamku.Chcą wykorzystać zaskoczenie i złupić co się da,najpewniej kościoły,bo tam jest złoto.W czterech grupach wyjdziemy z zamku i zaczaimy się na drogach prowadzących do miasta.-Zagrodnicy z Łony obsadzą wzgórze nad strumykiem który wpada do Nacyny,ludzi z Zagrodników zaczają się na Cerekwicy,niech ich przepuszczą,a następnie odetną im odwrót, ci od strony Żor niech podejdą do Cerekwicy od zachodu,a ja przyjmę ich o tutaj,obok kościoła Zbawiciela-gdzie spodziewają się największych łupów.
Bystry obserwator zobaczyłby ciekawy obrazek-na ciemnych ulicach miasta panował niezwykły ruch.W ciemnościach jak w sennym widziadle przesuwały się postacie ciągnąc za sobą leniwe bydło i ospałe dzieci. Tylko w jednej z chałup było dziwnie cicho,nikt nie wychodził,nie pędził bydła,a przecież to dom zagrodnikaWiktorina,który dzisiaj ma służbę na zamkowej bramie.Cecylia która mijała dom Wiktorina i Weroniki przystanęła zdziwiona.Czyżby tak głęboko spali-dziwne to.Cecylia jak każda baba była ciekawa dlaczego nie odpowiadają na alarm.Uwiązała krowę do płotu i dzieckiem na ręce podeszła do drzwi.
-Weronko wstowej,husyty som w mieście.Cisza.Ciekawe czamu pyskato zawsze Wera milczy jak grób.Mocno schylona weszła do izby..Jakaś postać leżała w poprzek barłogu.Coś tu nie pasowało,próbowała się wycofać,gdy czyjęś silne ręce złapały ją za gardło.
-Cicho ani słowa,bo bydzie źle.i z tobą i z dzieckiym.Czuła zimne ostrze
noża na swoim gardle.Ktoś pchnął ja na barłóg,próbując wyszarpnąć jej dziecko z rąk.
-Niechej dziecko a zrobia co chcesz.
-Teroz to jo nic od ciebie nie chca,jyno leż cicho,a jak byda chcioł to nie byda pytoł o twoja zgoda.Leż tak jak ta,pokazał na Werę która skrępowana leżała na barłogu. Leżała i patrzała w oczy zakneblowanej Weronice.Ten głos nie jest jej obcy,gdzieś go już słyszała.Kto to jest-uparta myśl nie dawała jej spokoju.Dlaczego nie staje do obrony miasta,tylko napada bezbronne kobiety.
-No już za chwilka bydzie tukej mój hetman Piotr Polak-to wielki rycerz przyszły król Śląska.Stał nad nimi w fanatycznym uniesieniu.Przystaniecie do nas nic wom nie bydzie,poznocie prawdziwych chłopów,dotykał obleśnymi zimnymi rękami.Nagle gwałtownie się wyprostował i podszedł do malutkiego okna.
-Wiktorin je na zomku,usłyszała szept Weroniki.To je Dratewka,tak go wołajom-przystoł do husytów.
-Cicho tam,co to za gdaczynie,przidzie wasz czas to sie wygodocie. Leżały obok siebie sparaliżowane strachem.Dratewka cały czas stał przy oknie i nerwowo na coś czekał.Czas dłużył się niemiłosiernie,drętwiały kości a na dodatek dziecko zaczęło kwilić,widać głodne.Cecylia delikatnie gładziła je po główce i delikatnie by prześladowca tego nie zauważył podała mu pierś do ssania.Uspokoiło się.Cecylia czuła błogą rozkosz macierzeństwa.Nie pasowało to do grozy chwili ale widać taka jest potęga natury,że uczucie macierzeństwa odsuwa na bok wszelkie przeszkody.Cecylia poddała się błogiemu uczuciu i zapadła w sen.Nie wie jak długo spała,obudził ją straszliwy wrzask,szczęk żelaza i głośne nawoływania ludzi.Kiedy otworzyła oczy,było już na tyle jasno,że rozpoznała kontury domów podświetlone łuną pożaru.Dratewka miał rację
teraz rozpocznie się mord i grabież.Odruchowo przytuliła do siebie małe dziecko.W tym dał się słyszeć tętent koni.Dratewka podniecony wybiegł przed dom witać kompanów,ale widać coś szło nie po jego myśli,bo wrócił
wyraźnie zaniepokojony.Za oknem dało się słyszeć komendy wydawane w języku śląskim.
-Zamknąć droga odwrotu,nie dować pardonu.Łapać oficyjerów żywcym, do był głos pomocnika hetmana zameckiego,który żołnierskiego rzemiosła
uczył się na zamku w Raciborzu.Kobiety już nie leżały lecz siedziały i obserwowały bieg wydarzeń.Dratewka robił się coraz bardziej nerwowy, mówił sam do siebie,że on przecież nikomu nie robił krzywdy,że tylko szukał schronienia razem z niewiastami...Szczęk broni,kwik koni dowodził
że husyci zostali zepchnięci do środka miasta.W pewnej chwili Dratewka spakował swoje rzeczy i troszcząc się o kobiety zniknął.
Zaskoczenie husytów było kompletne.Pierwszy oddział podchodził
do kościoła na Górce,gdy nagle z drzew które porastały Cerekwicę posypał się gad strzał.Dwóch pierwszych spadło z koni,reszta zaskoczona
zbiła się w bezładną kupę,rozglądając się za nieprzyjacielem.Husyci w końcu ustawili szyk chcąc za wszelką cenę dotrzeć do kościoła,gdzie spodziewali się łupu,ale w tym czasie z za drzew i krzewów wychyliły się postacie uzbrojone w kosy,sierpy,widły i cepy a bywało,że długie dębowe koje starczały za broń.Nikt nie zwracał uwagi,że oto naprzeciw stoi wyćwiczony w boju zbir.Maczugi i siekiery bębniły po żelaznej zbroi.
-Zasadzka,dał się słyszeć donośny głos oficera.Wycofać się do środka miasta,tam spotkamy się z naszymi.Rzeczywiście początkowo wycofywali się zachowując szyk,ale zaciętość obrońców była tak duża,że złamała szyk husytów.Obrońcy dawali upust złości,że ktoś nie pozwala im żyć w pokoju
że każe im odstępować od świętej wiary,że kradnie i niszczy cały dobytek.
Smutny był los niewinnych koni które ranne czekały,by litościwa ręka skróciła ich cierpienie.
Nie lepszy los spotkał oddział Zygoty.Wpuszczeni w wąskie uliczki miasta
które wiły się między ciasno zabudowanymi domostwami zostali nagle zaatakowani ze wszystkich stron.Kwik ranionych widłami koni mieszał się z przkleństwami zaskoczonych husytów.
-Zdrada,panowie zdrada!To jest pułapka.Gdzie jest Piotr Polak?Gdzie jest
Runsztajn?Zawracamy!
Ale nie było gdzie zawracać.U wylotu ulicy pokazał się oddział konnych hetmana zameckiego,który spychał przerażonych husytów w kierunku placu targowego i rynku.Husyci jeszcze się bronili,jeszcze stawiali słaby opór,ale popełnili błąd dzieląc się na małe oddziały.Zawiodło zaskoczenie.
Zdecydowana postawa mieszczan wsparta oddziałem zbrojnym hetmana na rybnickim zamku przesądziły o ich klęsce. Spędzeni na malutki plac usiłowali wszelkimi sposobami dotrzeć do karczmy Świerklaniec,w której widzieli jedyny ratunek.Okazało się,że i tam byli obrońcyRybnika.Co który husyta pokazał się ponad parapetem okna dostawał cios toporem albo pchnięcie piką i spadał pod nogi tłumu, który gęstniał,bo wiadomość o tym,że husyci wpadli w zasadzkę błyskawicznie rozniosła sie po okolicy
i kto żył biegł,by przyłożyć rękę do zwycięstwa.Bywało,że ściągnięty z konia wojak rozrywany był przez tłum na strzępy.Nienawiść do husytów w księstwie Raciborskim była ogromna,proporcjonalna do pobożności ludu tej ziemi.Nagle na samym końcu ulicy która wiodła w kierunku Żor ukazał się sam hetman Wilhelm z oddziałem konnych.Tłum rozstąpił się wpuszczając śląskich rycerzy prosto na przerażonych husytów.Stali naprzeciw siebie-zdziesiątkowany oddział zdrajców spod znaku rycerza Runsztajna zwanego powszechnie Jastrzębiem,polskich kacerzy Piotra Polaka i grupa rodowitych Czechów-husytów.Ci którzy nie tak dawno mienili się panami życia i śmierci teraz jeden przez drugiego rzucali broń,mając nadzieję,że to uchroni ich od kary. Hetman Wilhelm wysunął się do przodu i głośno powiedział: -Kto jest oficerem niech wysunie sie do przodu. -Ja,odezwał się pokrwawiony Kacper.-Tylko jeden?Takiego tomacie hetmana,który mieni się zostać królem Śląska,czmychnął przede mną jak szarak.A widzieliście drugiego arcy diabła jak uciekał w kierunku swojego zbójeckiego gniazda Jastrzębia? Zostawiając was na pastwę.Dobrzy on i są gdy przychodzi mordować i grabić bezbronnych księży,zakonników i rabować mienie.A wiele sadyb puszczonych z dymem,od choćby niedalekie Bijasowice,To kundle są nie rycerze.
-Odpowiadać mi tu zaraz ,bo inaczej będziecie odpowiadać rozciągnięci na kole,na placu zamkowym.To wy spaliliście Bijasowice?
-Jużci,że my panie-przyznał z pochyloną głową Kacper.
-A kto naszego wielebnego kapelana Walentego pohańbił i zamordował? Ta wiadomość poraziła husytów,nie liczyli,że ktokolwiek był świadkiem mordu i znęcania się na kapłanem.Wiedzieli,że za to czeka ich nie tylko śmierć,ale i okrutne męki.Więc jeden przez drugiego zaczęli spychać winę
na nieobecnych.
-To nie nasza sprawa,panie.To Jastrząb ze swoimi kompanami puścili z dymem Bijasowice i księdza posiekli.
Teraz dopiero straszna wiadomość o śmierci lubianego kapłana dotarła do wszystkich mieszkańców.Pomruk gniewu i oburzenia był jedyną odpowiedzią na straszna miadomość.
-My panie proste żołnierze,wykonujemy rozkazy naszego hetmana.
-Jakiego hetmana.Samozwańca,diabła w ludzkiej skórze.A kto was prosił do Rybnika?Po co zadajecie tyle bólu i cierpienia.Tyle hańby,krwi i łez. Niech wszyscy zagrodnicy,kmiecie-chłopy i baby wiedzą co ich czeka gdy
podniosą rękę na naszą świętą wiarę i życie.A tych którzy są naszymi a przystali do husytów oprawi kat.
Nagle z tłumu wysunęła się Cecylia,z dzieckiem na ręce.
-Hetmanie w mieście je ukryty husyta,wołajom go Dratewka.Mie wiyńziył
i Weronika tysz,stała i pokazała ręce Weroniki ,całe w pręgach po sznurze którym była związana,
-Dratewka,tyn z karczmy,krzyknął ktoś z tłumu.Dować go sam. Poszukiwania Dratewki nie dały żadnego rezultatu,zaginął bez śladu w przepastnych lasach,które ciągnęły się aż do samego Jastrzębia,gniazda okrutnego Runsztajna.
Na rynku obok drewnianego ratusza rosły prastare lipy,które ocieniały cały plac,a wiosną rozsiewały upojną woń,która przyciągała owady,a szczególnie pszczoły,które pracowicie napełniały plastry bartników przednim miodem.To tutaj hetman Wilhelm wyznaczył miejsce kaźni,dla tych którzy znaczyli swoją drogę łzami i krwią niewinnych mieszkańców Śląska.Teraz wisieli uwiązani do potężnych konarów lip.Kompany zamozwańczego hetmana Piotra Polaka i znanego z dużego okrucieństwa rycerza Runsztajna zwanego Jastrzębiem.Cały rynek i okoliczne ulica zapełnili się mieszkańcami Rybnika i okolicznych opoli. Wszyscy chcieli na własne oczy widzieć męki i śmierć tych którzy siali przerażenie i śmierć.Teraz obnażeni do pasa wisieli uwiązani za ręce i huśtali się kołysani przez wiatr.Żaden nie prosił o łaskę;wiedzieli,że sami jej nie dawali więc i jej nie doświadczą. Na ogromnym siwym koniu nadjechał hetman zamecki Wilhelm który w imieniu księcia Mikołaja świętował zwycięstwo.Na jego znak kat przystąpił do swojej roboty.Katem był Proćpak,chłop za Świerklan dzięki któremu Rybniczanie zdążyli przygotować obronę.Śmierć była jedynym wybawieniem od strasznych tortur jakich doświadczali.Nikt-nawet kobiety i dzieci nie odwracały twarzy.Taką nienawiść wzbudzali husyci,że nawet legendarne pogromy tatarskie schodziły na plan dalszy.W straszną ciszę nagle wdarł się krzyk jednego z wiszących husytów.
-Pomsty,pomsty,pomsty!Przyjdom tu nasi a wtedy nikt z wos nie obstanie.
Makabryczny spektakl osiągnął szczyt gdy pachołki miejskie pod wiszących na znosili suchy chrust a kat dokonał jego podpalenia. Gdy sznury na których wisieli zajął ogień,spadali jak dojrzałe gruszki wzniecając tumany iskier.

-Tym razem jesteśmy górą,hetman zwrócił się do przybocznego dragona.Zaraza ogarnia cały Śląsk-jedyna nadzieja w naszym księciu, który szykuje się do rozprawy z tymi heretykami. Ludzie syci wrażeń rozchodzili się do swoich domostw,dziękując Bogu,że tym razem oszczędził ich dobytek a samych pozostawił przy życiu.

Szalej - Rozdział 5 - Zdumienie

Zdumiene

Była jeszcze ciemna noc,gdy Piotr Polaka nakazał pobudkę.Wstawali
niechętnie rozespani i źli,ale rozkaz hetmana to święta rzecz.Co bardziej głodni podchodzili do wołu i szukali niedojedzonych kawałków.Ostra komenda”na koń”przerwała szwendanie się i ociąganie,błyskawicznie cały oddział siedział na koniach.
-Ludzie Jastrzębca zabiorą ciało kapelana,rozkazał hetman.Powiesimy go na drzwiach kościoła przy zamku tak by stary borsuk na zamku nabrał do nas rezpektu.Reszta podzielona na grupy,tak jak wczoraj zdecydowałem.Kacper jedzie na górka,zajmuje fara z kościołem,Jastrząb uderza na kościół obok zamku i rozwiesza na drzwiach ciało onego kapelana a następnie szturmuje zamek,Zygota robi popłoch i podpala domy,a równocześnie odcina mieszczanom drogę ucieczki w okoliczne lasy.Na razie jechali razem,gdy dojechali na miejsce w którym wczoraj zabili kapłana,Jastrząb zatrzymał swój oddział i posłał dwóch w oznaczone
miejsce w którym powinno znajdować się martwe ciało.Jakie było ich zdumienie,gdy ciała nie znaleźli,nie było też śladu by ciało szarpały wilki. W budzącym się świcie zobaczyli rzecz zdumiewającą,oto w miejscu w którym powinno znajdować się ciało zobaczyli mnóstwo kwitnących stokrotek.Na ten widok obaj żołnierze-zatwardziali heretycy przeżegnali się ukradkiem,bo sprawa była niezwykła.Nawet największy heretyk,a takim był Runsztajn,stał zdumiony i kiwał głową.Przecież parę godzin temu stał nad posiekanym rapierami ciałem kapłana,to przerastało jego wyobraźnię.Do sadyb ludzkich było na tyle daleko,że nikt nie mógł w nocy znaleźć ciała,wilki zostawiają ślady szarpaniny.No a te kwiaty? Skąd przez noc wyrosło tyle stokrotek a niektórzy żołnierze mówili,że rosną tworząc obrys ludzkiego ciała.Zadumę Jastrzębia przerwał umyślny hetmana-czasu jest mało,ruszać natychmiast.Pojechali zawiedzeni i bardzo
zdumieni niecodzienna sytuacją.
-Coś za długo mitrężysz Runsztajn,za niedługo zacznie świtać i zagrodniki
zaczną się budzić.,a zaskoczenie to nasza broń,hetman wyrażał swoje nie-
zadowolenie.
-Kiedy ciało kapelana zniknęło.
-Jak to zniknęło?gadaj mi tu zaraz.Tak to sprawiasz,że nieboszczyk siada na koń i ucieka?Całą zabawę z hetmanem zameckim mi popsułeś.
-Zaręczam,że kapelan nie żył.Sam dźgnąłem go z najbliższej odległości.
To zagadkowa sprawa-i te kwiaty,mruczał pod nosem.
-Jakie kwiaty?Co ty bredzisz Jastrząb.
-Nic nic,tak mi się powiedziało.Dalej jechali w milczeniu pilnie rozglądając się na boki,czy aby nie zobaczą człowieka odzianego w czerń,
który poraniony zdołał uciec pod osłoną nocy.
Nie wiedzieli bo wiedzieć nie mogli,że przewodnik księdza Mikołaj z ukrycia widział całe zajście i po odejściu zbirów zabezpieczył ciałoprzed
profanacją.Tragedia Mikołaja była ogromna,bo oto husyci żywcem spalili jego żonę wraz z dziecieńciem.Gdy przyszedł do Bijasowic,na miejscu swojego domu zastał dopalające się zgliszcza.Człowiek ten mimo tragedii
miał dość sił by wrócić na miejsce zbrodni,zabrać ciało kapłana i godnie je pochować.
Gdy po odjeździe oddziału Piotra Polaka Mikołaj wrócił na miejsce
pochówku księdza ogromnie się dziwił mnogością kwiatów,które w dziwny sposób zaznaczały obrys ludzkiego ciała.Widząc,że dalsze przebywanie przy grobie nic sprawie nie pomoże,poszedł do pobliskich Jankowic ,by oddać wypożyczoną pod nieobecność gospodarzy łopatę, którą wykopał grób.Gdy ośmieleni nieobecnością husytów mieszkańcy wyszli ze swoich kryjówek,usłyszeli straszną opowieść Mikołaja o śmierci
kapłana Walentego,spaleniu żywcem żony Mikołaja wraz z dzieckiem i całkowitym spaleniu Bijasowic,które starte zostały z powierzchni ziemi. -Trza bydzie Mikołaju zaniyść ta straszno wiadomość do Rybnika,do faroża,aby łodprawiył mu pogzyb godny męczennika-powiedziała pani na Jankowicach.
-Kej nijak teroz nie idzie dostać sie do Rybnika.Przecaż husyty być może teroz rabujom Rybnik,naszo ostatnio ostoja.
-Padom wom-odezwoł sie szewc Marszolik,że take rzeczy zawsze sie mszczą,godom wom przydzie i na husytów kryska.Pon Bóczek je ciyrpliwy ale sprawiedliwy.Ptzidzie czas,że książe Mikołaj pon na Raciborzu i Rybniku rozprawi sie z tymi rabusiami.Godoł mi handlyrz kery wyndrowoł od Raciborza,że wele Mikołaja zbiyro sie moc wojoków. -Suchejcie miyszkańcy Jankowic i ci kerzy ocaleli z Bijasowic,trza se dować pozór,dziyń i noc bydymy wystowiać czujki,coby nos nie zaskoczyli.W razie alarmy wszyscy kryjymy sie w lasach i bażołach,a sprawa kapelana niechomy na po tym.On już je u Pana Boga,a ciało je pochowane.Przidzie czas,obiecuje wom,że sama wybiera sie do faroża, a jak trza bydzie to do samego ksiyńcia pana,żeby śmierć kapelana godnie uczcić.Teroz trza odbudować to co nom husyty poniszczyli i rzykać aby w Rybniku spotkała ich godno odprawa.Wos Mikołaju zabiyrom do sia na zamek do Jankowic,znojda wom jakeś zajyncie,boście wiela wyciyrpieli i godnie o ciało kapelonka zadbali.Ludzie porażeni strachem,i ogromem tragedii która spotkała mieszkańców Bijasowic powoli rozchodzili się do swoich zajęć.Mikołaj jeszcze długo spokajał ciekawość tych którzy rządni byli szczegółów śmierci księdza.
Runsztajn zwany Jastrzębiem właściciel opola które od jego przezwiska
przejęło nazwę Jastrzębie,najczęściej wymieniany był przez Mikołaja. nała go również pani na Jankowicach.Był to rycerz pochodzenia niemieckiego który od cesarza Luksemburga otrzymał wsie Połomia, Szeroka i miejsce gdzie postawił swój zamek a które nazwanym było Jastrzębie.Prawdziwe nazwisko brzmiało Runsztajn.Rycerz zajmował się zbójowaniem,znany był z hulaszczego trybu życia,zamiłowania do trunków i kobiet.Dwie jego żony zmarły w dosyć dziwnych do końca niewyjaśnionych okolicznościach.Kiedy pani na Jankowicach owdowiała Runsztajn wielokrotnie proponował jej małżeństwo,a uzyskawszy odpowiedź odmowną,zapałał nienawiścią i odgrażał się,że najedzie Jankowice i siłą ją weźmie jako nałożnicę.Puki co groźby nie spełnił,ale od tego czasu pani na Jankowicach wraz ze swoim synem w każdej chwili gotowi byli opuścić Jankowice i oddać się po opiekę księcia,


Szalej - Rozdział 4 - Męczeństwo

Męczeństwo


Oddział Piotra Polaka legł obozem na trakcie wiodącym do Rybnika,niedaleko opola Jankowice. Hetman wraz ze swoją świtą świtą odpoczywał w cieniu wiekowych buków. Czekali na oddziały które się rozpierzchły po okolicy,by czynić swoje zbójeckie dzieło. Na środku polany zawieszony na grubym łańcuchu smażył się wół rozsiewając w koło przyjemną woń smażonego mięsa.
-A odkrójcież mi kawał pieczeni,bo taki mi głód dokucza,że którego z was pożrę,choćbym miał i tydzień chorować na niestrawność.
-Hetmanie jak na ludzkie mięso nastawasz, to polecam ryżego Iżyka. Pulchny jest jak pączek a pożytku z niego żadnego,bo miękkiego jest charakteru.
-Tnijże mięso i za dużo nie gadaj,bo tobie odetnę kawał półdupka i na patyku smażył będę. Na taką groźbę kucharz usłużnie podał rycerzowi płat opalonego mięsa.
-Poleżymy,sił nabierzemy,tak aby się w Rybniku dobrze sprawić,hetman odrzucił kawał na wpół surowego mięsa.
-Patrzcie jeno tam,jaki słup czarnego dymu unosi się nad lasem,żołnierz odpowiedzialny za podkładanie drewna do ogniska wskazywał miejsce nad linią lasu gdzie widać było czarną smugę.
-Pewnie to dzieło Runsztajna, mruknął Piotr Polak. Runsztajna nazywają również Jastrzębiem,bo jako jastrząb spada na ofiary. Dobry to rycerz i obeznany w wojennym rzemiośle,widać niemiecka w nim krew i mężna i krwi łasa.
Smuga czarnego dymu rozszerzała się i powoli zasłaniała słońce. To oddział Jastrzębia pustoszył i grabił mieszkańców Bijasowic, zupełnie bezbronnych wobec uzbrojonego oddziału zbirów. Szli od zagrody do zagrody,kazali wyrzekać się wiary katolickiej,pluć na krzyż i obrazy święte. Oporni ginęli w strasznych męczarniach a ich dobytek po splądrowaniu podpalali i puszczali z dymem. Tak doszli do małej chatki,w której mieszkała bardzo chora kobieta czekająca na kapłana który powinien lada moment nadejść z jej mężem Mikołajem i zaopatrzyć ją w Najświętszy Sakrament.U swego boku miała małe dziecię i modląc się czekała na nadejście księdza z Przenajświętszym.Z głębokiej modlitwy wyrwał ją narastający hałas,płacz dzieci,lament kobiet,ryk przerażonego bydła i straszliwe przekleństwa rabusiów którzy najechali wioskę. Wiedziała,że brak jej sił ,aby wraz z dzieckiem opuścić dom i ukryć się gdziekolwiek by ratować życie swoje i dziecka.Nagle do izby wtargnęło kilku zbirów.Złość i nienawiść wypisane mieli na twarzach.Początkowo nie zwracali uwagi na chorą i jej dziecko.Zabierali wszystko co wpadło im do rąk,mówili rzeczy niegodne chrześcijan .Jeden ze zbirów mówiący po polsku zrzucił ze ściany obraz Świętej Rodziny i własnymi nogami zaczął go deptać,potem wziął krucyfiks stojący na stole,podszedł do chorej i nakazał jej by opluła krzyż.Gdy odmówiła uderzył ją w twarz i ponownie podsunął krzyż by go opluła-odmówiła Zbir złapał za nóż i chciał jej poderżnąć gardło,ale inny podsunął mu myśl ,żeby ją zostawić i spalić żywcem razem z dzieckiem.Spodobała się ta myśl prześladowcy,pozbierał jeszcze rózne rzeczy które uznał za przydatne,a następnie wyciągnął żar z pieca i podłożył go pod łóżko w którym leżała chora kobieta z dzieckiem.Dudzący dym napełnił wnętrze izby,zasłonił modlącą się kobietę,która tuliła do piersi swe dziecię.Wybrała śmierć w męczarniach niż wyrzeczenie się wiary.Ci którzy przeżyli ów straszny pogrom zaświadczali,że dym z tego domu biały był jak śnieg,gdy z innych czarny jak smoła.
Banda Jastrzębca nienasycona mordem i grabieżą dopełniła dzieła dzieła zniszczenia Bijasowic i była w drodze na spotkanie ze swoim hetmanem Piotrem Polakiem,który czekał na nich zajadając pieczyste z wołu.Wjechali w dębowy las i przecinali drogę która wiedzie z Jankowic do Rybnika,gdy nagle zobaczyli jak w ich kierunku podąża dwóch ludzi. Jeden pieszy trzymał uzdę konia,a drugi trochę skulony,tak jak by swoim ciałem coś osłaniał,siedział na siwym koniku prawie nie patrząc na lewo ani na prawo.W pewnym momencie siedżacy na koniu podniósł głowę,rozejrzał się dookoła i szepnął:
-Boże Przenajświętszy,miej nas w swojej opiece.Popatrz Mikołaju przed nami są husyci.Pieszy podniósł głowę i znieruchomiał
-Ja to som husyty,niech wielebny zawraco konia i gibko ucieko z hostyjom.
-Klecha na koniu,ludzie Runsztajna rozpoznali księdza.
-Michale uciekaj do swojej Jadwisi,ja muszę osłaniać hostię...dalsze słowa
zagłuszył tętent końskich kopyt i krzyki grupy która puściła się w pościg za kapłanem.
Michał był chłopem na służbie u pani na Jankowicach,która jako wdowa oddała się w opiekę księcia Mikołaja Raciborsko-Rybnickiego, bojąc się,że sama nie obroni się przed umizgami Runsztajna,który nastawał na jej niewiścią cnotę.Michał był również mężem Jadwigi,która ciężko zachorowała i potrzebowała opatrzenia w Sakramenty Święte. Byli już tak blisko Bijasowic,jeszcze tylko sosnowy las i zakręt w prawo. A tutaj jak spod ziemi wyrósł oddział strasznych husytów.Skryty przed prześladowcami w zagłębieniu porośniętym paprociami Michał był bezpiecznym,ale księdzu pomóc nie potrafił.Widział jak siwek którego dosiadał kapłan galopował ponad siły,słyszał głosy mijających go husytów.
-Mamy urodzaj na wielebnych,darł się jakiś polski kacerz,w Świerklanach
spreparowaliśmy jednego a tutaj nawinął się drugi.Wygląda na to,że podążał do chorego i ma sakramenta.Ej,będzie zabawa,jak w strachu o własne życie będzie się wypierał Pana Boga i tej białej hostji.Każemy mu,ją opluć i podeptać.Michał truchlał słuchając tych bluźnierstw.A ksiądz jadąc,ile sił w nogach konia,zdawał sobie sprawę,że daleko nie uciecze,wszak jego siwek był konikiem starym i nie zdolnym do ścigania się z rączymi rumakami husytów.Modlił się o to by uchronić hostię od świętokradztwa.Wrzucić w krzaki?i co dalej.On wie,że odda życie.Słyszał
o okrucieństwie husytów i ich polskich naśladowcach zwanych kacerzami.
Słyszał odgłosy pogoni,byli bardzo blisko...Noże włożyć hostię pod siodło
siwka i puścić go wolno,pewnie trafi do swojej stajni,a tam proboszcz znajdzie hostię.Nagle kątem oka zobaczył stary dąb z dziuplą na takiej wysokości,że siedząc na koniu mógł ją dosięgnąć.Nie było czasu do namysłu,skręcił pod dąb,włożył hostię do dziupli i pognał dalej.Pogoń była
tuż tuż,słyszał pojedyncze okrzyki nakazujące mu się zatrzymać.
-Czarny stój,nie uciekaj,czego się boisz.Przecież twój Bog cię obroni.Jak się poddasz gwarantuję ci lekką śmierć.Pierwsza strzała bzyknęła mu koło
ucha i utkwiła w pniu brzozy,która rosła obok drogi.
-Boże dziękuję ci,że pozwoliłeś mi ukryć hostię...poczuł piekący ból,to strzała przeszyła mu prawy bok.Druga trafiła konia,który gwałtownie przekoziołkował wyrzucając księdza z siodła.Ksiądz żył ale nie miał siły by się podnieść,klęczał i głośno się modlił.Otoczyli go ciasnym kołem, drwiąc i popychając lancami.
-Jak cię zowią,gdzie masz świętości i złoto.
-Jestem wikary z Rybnika wołają mnie Walenty,jechałem z posługą do chorej kobiety.Hostii nie dostaniecie,jest już u mojego pana i stwórcy. -Publicznie wyrzeknij się Jezusa Chrystusa a darujemy ci życie.
-Słodko jest cierpieć dla pana,ksiądz wzniósł oczy do nieba i głośno się modlił.Husyta podszedł do niego i pchnął go lancą,ksiądz łagodnie osunął się na bok,nie przestając się modlić.Spokój i odporność na ból wywołały wściekłość husytów.Nagle wszyscy jeden przez drugiego topili długie lance w ciele księdza.Walenty dawno już nie żył a oni ciągle jeszczeznęcali się nad jego martwym ciałem.
-Panowie,krzyczał Jastrząb,jutro jak będziemy świętować zwycięstwo w Rybniku,ciało tego oto kapelana powiesimy na bramie kościoła,żeby ludzie widzieli jaka jest nasza moc.A teraz kto głodny,niech rusza za mną do naszych.Należy dbać o własne siły,które jutro będą szczególnie potrzebne.Ciało kapelana niech leży do jutra,chyba żeby go wilki rozszarpały.
Gdy dobili do oddziału Piotra Polaka,mięso z wołu było już miękkie
i w powietrzu rozchodziła się woń pieczystego.
-Jak tam poszło Runsztajn,zapytał hetman leżąc na trawie i grzejąc kości ciepłem z ogniska.
-Wioskę puściliśmy z dymem,kilku zatwardziałych katolików usmażylim na ogniu.Tutaj niedaleko naszliśmy kapelana jak podążał do chorej.Konia mi szkoda,bo oberwał i musieliśmy go dobić.
-A co z księdzem?
-Dobrze sprawiony leży obok drogi do Rybnika i czeka żeby go jutro zabrać i powiesić na drzwiach kościoła.Niech wiedzą jaka nasza moc.
-Ej Jastrząb,jak mnie trza będzie sprawić,żeby robaki nie zjadły,to ciebie poproszę,hultaju.o siadaj obok i wypij garniec przedniego piwa. Trzeba wypocząć tak żeby jutro przed świtem najechać Rybnik.


Szalej - Rozdział 3 - Pogrom

Pogrom



Dogasały zgliszcza dużej chłopskiej zagrody,która leżała na samym
brzegu opola Świerklany,na styku z opolem Połomia i położoną wśród głębokich lasów osadą Marklowice na trakcie do Wodzisławia. Były to włości leżące na trasie Cieszyn,Jastrzębie Rybnik,Gliwice z odnogą szlaku do Żor,który właśnie wypadał w Świerklanach. Ci którzy jak znany z grabieży rycerz Runsztajn zwany też Jastrzębiem,najczęściej penetrowali
te tereny.
Na ogromnym czarnym bachmacie siedział rycerz zakuty w zbroję,z podniesioną przyłbicą spoglądał na swoje i swoich kompanów dzieło. Zrównane z ziemią Bijasowice, objęte pożarami sadyby ludzkie,rozpasane grupy żołdactwa uwijające się wśród zgliszcz i szukające resztek dobytku, który nie strawiły płomienie.
-Choć no sam któryś do mnie-krzyczał donośnym głosem ten który dosiadał czarnego bachmata.
-Czego chcesz Pietrze-odezwał się głos niewidocznego,będącego poza kręgiem światła.
-Podejdź mi tu zaraz-grzmiał jeździec. Nie będę rozmawiał z cieniem.
-Dyć Pietrze poczekej,bo leża na czymś ciepłym i miynkim i ciynżko mi sie je oderwać.
-Ktoś jest,opowiedz mi sie tu zaraz-grzmiał jeździec.
-Jo jestech Jozel Kanciok, nie znosz mie?
-Co za Kanciok-rycerz spiął konia i wjechał w krąg cienia usiłując dojrzeć
osobę,która rozmawia z nim jak równy z rówym i do tego nie zamierza podejść na jego wezwanie. Jego Piotra Polaka karzącego nazywać się Hetmanem Polnym-przyszłego władcy Śląska. W końcu go dojrzał jak leżał w trawie pastwiąc się nad swoją ofiarą. Podjechał zupełnie blisko i waeknął ze wściekłością.
-Dla ciebie psie jeden,nie jestem żadnym Piotrkiem,zrozumiano?Ja jestem Piotr Polak,rycerz i szlachcic. Ja jestem przyszły król Śląska. Ty glizdo co zjadasz resztki z pańskiego stołu,rozmawiasz ze mną leżąc.
Leżący zrozumiał,że opowiadanie Dratewki o równości wśród husytów
to zwykłe kłamstwo. Tutaj nagle się okazało,że on Kanciok Jozel je niczym
-jak niczym był i,że zrobiył ogromniasty błąd. Tukej nima co kombinować jyno gibko pokornie klynknąć i prosić o wyboczenie. Podnosił się gdy dostał pierwsze cięcie rapierem w wypięty zadek. Zwinął się jak piskorz w trawie usiłując rękami zatamować lejącą się krew.
-Panie nie zabijej mnie, joch je twój wojok, Jozel Kanciok z Rybnika...-głos
mu się urwał,twój wierny...
-Psie parszywy,myślisz,że możesz robić,co ci sie podoba?Leżąco będziesz rozmawiał z hetmanem. Może u Mikołaja panują takie zwyczaje,że cham rozmawia z hetmanem leżąc.
-Panie niechej mnie,skamlał Kanciok. Panie niechej...nie dokończył cięcie mieczem obcięło mu głowę. Rycerz jak by nigdy nic wytarł miecz do końskiej derki i gwizdnął na palcach wzywając konnych by dobili do niego.
-Zwołać wszystkich rozkazał,tutaj marnujemy czas.
-A Żory mości Piotrze,odezwał się któryś z otaczających go jeźdźców.
-Przyjdzie i czas na Żory,póki co jest nas za mało,by oblegać warowne miasto. Rybnik jest bez murów obronnych nie licząc zamku,jak do tego dodamy zaskoczenie,nie obronią się. Tutaj dokończcie robotę,tak coby nie było świadków.
-Panie a w pięćdziesiąt koni damy radę Rybnikowi.
-Sam dam radę z moją drużyną-odezwał się butnie rycerz Rynsztajn. Na spaniu należy ich zaskoczyć-tak co baby są ciepłe jak ulęgałki w piecu a chłopy leniwe.
-Juści Runsztajn ma rację,na spaniu ich brać. Kompan Runsztajna ze zbójeckich wypraw nazywany Wilkiem ze względu na niespotykane okrucieństwo,wie ile daje zaskoczenie.
-Hura!Na Rybnik.
-Posłuchajcie!-odezwał się dowodzący rycerz Piotr Polak. Nie damy rady, jak będziemy walczyć jak co niektórzy,którzy zamiast toporem wywijać patrzą wyłącznie za dobytkiem. Uderzymy na Rybnik nocą,podpalimy skrajne chałupy,by mieć światło i wzniecić panikę. Dlatego nakazuję,żeby wyruszyć zaraz. Podzielimy się na trzy grupy:jedną poprowadzi Runsztajn rycerz znakomity,drugą rycerz Kacper,a trzecią wojak Zygota. Zatrzymamy się w połowie drogi i przebiwakujemy dzień. Kto będzie ochotny,może poigrać w pobliskich wsiach Bijasowice, Popielów, Jankowice,ale pamiętać należy żeby zachować umiar bo wieści szybko się rozchodzą. Hetman zamecki stary borsuk jak tylko nas zwietrzy gotowy zorganizować obronę i plan nie wypali. Pamiętajcie,że tylko przy mnie możecie użyć uciech wszelakich,bo przy Prokopie Wielkim to o babach możecie zapomnieć, takie oni cnotliwe.
-Niech żyje Piotr Polak,wielki hetman polny krzyczał rozochocony Runsztajn.
-Prowadź nas Piotrze,krzyczał jakiś podniecony wojak. My twoje raby i w
ogień za tobą pójdziemy. Tutaj używać nam do woli. Hura na Rybnik!
-Pewny jestem,że Rybniku wpadnie nam więcej złota i drogocennych przedmiotów-odezwał się Runsztajn. Są tam dwa kościoły,jeden na wzgórzu i drugi przy zamku. Musimy ich zajść znienacka,żeby nie zdążyli pochować monstrancji,kielichów i innych kosztowności. Będzie tak jak rozkazał hetman,zajdziemy ich z trzech stron. Grupa od strony Jankowic uderzy na kościół przy zamku,druga pójdzie przez Bijasowice i zajmie kościół na Górce,a trzecia obejdzie miasto i od Wielopola będzie podkładać ogień i wzniecać panikę. Należy ich tak otoczyć,aby uniemożliwić im ucieczkę wraz z dobytkiem w pobliskie ostępy leśne. Potrafią się tak zaszyć,że sam diabeł ich nie znajdzie.
Hetman Polak siedział na swoim czarnym koniu i przysłuchiwał się rozmowom. On wraz ze swoją świtą będzie stał z boku. Wjedzie do miasta gdy będzie zdobyte,po plecach hetmana będzie wchodził na konia. Ruch husycki wyzwolił w nim utajone pragnienie władzy i okrucieństwa,tak zresztą jaku u wielu innych,jak an ten przykład Spytko z Melsztyna,,Jan Radwański,Abraham Zbąski, Jan Kuropata który wsławił się udziałem w napadzie na klasztor jasnogórski;to jego rapier pozostawił ślady na policzku Matki Boskiej(widoczny do dziś).Rangę ruchu husyckiego w Polsce podnosił udział w nim wielu znanych rycerzy.
Jan Hus rektor Uniwersytetu w Pradze stworzył ideologię która pierwotnie skierowana była przeciwko kościołowi katolickiemu i przewadze elementu niemieckiego na uniwersytecie,to w praktyce wyzwoliła demony mordu,grabieży i gwałtu.
-No mości panowie,czas nam ruszać,bo tak myślę,że jeszcze przed Rybnikiem wypadnie nam toporkiem po machać. Spiął konia i ruszył ścieżką która tonęła w gęstym lesie.
-No to na Rybnik, Runsztajn jako pierwszy podążył śladem Piotra Polaka Gdy ostatni jeździec zniknął w lesie nad splądrowaną osadą zapadła niema cisza. Nagle z trawy podniosła się postać bardziej podobna do upiora niż człowieka. Była w podartej odzieży,zlana krwią na którą nakleiły się zeschłe liście. idok był upiorny i dopiero po dłuższej chwili można było dostrzec,że jest to kobieta. Przeżyła straszne chwile przywalona ciałem wojaka którego Piotr Polak pozbawił głowy. Oparta o pień drzewa siedziała umazana krwią swojego prześladowcy,posklejane włosy czyniły z niej obraz wiedźmy,która opuściła swoje piekielne apartamenty by wśród sterty trupów odprawiać diabelski sabat. Najważniejsze, że żyła. Żyła! Czy jest to możliwe ? Przecież na jej oczach dokonała się zagłada całego opola. Widziała wszystko-straszliwe mordyna niewinnych ludziach,za dręczony na śmierć kapłan,grabież wszystkiego co miało jakąkolwiek wartość. Widziała okaleczanie mężczyzn których następnie puszczano by w strasznych męczarniach dopełniali żywota. Ale co dalej. Jej ukochany chłop Proćpak pewnie nie żyje,podzielił los pozostałych którzy nie wyrzekli się wiary. Po co ona żyje?
Wtem usłyszała psyknięcie,tak jak by ktoś wzywał pomocy. Nasłuchiwała i po chwili wyraźnie usłyszała psyknięcie. Ktoś daje znaki życia,ktoś może
woła o pomoc,ale kto i skąd?Wstała i na chwiejnych nogach próbowała zrobić kilka kroków,ale była tak osłabiona,że musiała się oprzeć o polną gruszę,by nie upaść. Znowu słyszy głos. Pomalutku krok po kroku posuwa się w kierunku studni,by znaleźć choć kroplę wody. Przecież ona nie umie wydobyć głosu z zaschniętego gardła. Dochodziła do studni gdy zobaczyła
wiszącego na żurawiu człowieka. Przeżegnała się na ten widok i wtedy do jej uszy doszedł wyraźny szept. Głos wydostawał się ze studni-nachyliła się i zamarła. Nad lustrem wody wystawała ludzka głowa,a ktoś prosił o pomoc. W wiadrze obok studni było trochę wody,napiła się i obmyła twarz
nie zdając sobie sprawy,że właściwie tylko rozmazała tę dziwną papkę z krwi,ziemi i trawy. Jeszcze raz spojrzała w czeluść studni i poznała,że to jest Jakub,jej sąsiad.
Nie poznał jej ale prosił o pomoc.
-Kim byś nie był człowieku pomóż,bo za chwila sie utopia.
-Jakub to je jo,Zofija od Proćpaka.
-Pomóż Zofijo,spuść kibel od żurawia.
Zdrętwiałymi palcami rozwiązała węzeł. Zapomniała o wiszącym człowieku który nagle runął w dół. Szczęście nie wpadł do studni tylko tylko zawisł na górnej cembrowinie. Z największym trudem spuściała wiadro na dno studni i wyciągnęła Jakuba. Z całego opola zostało ich dwóch żywych,którzy musieli sobie poradzić z pochowaniem wszystkich ciał. Ku ogromnemu zdumieniu Zofii wśród zabitych nie było ciała męża.


Szalej - Rozdział 2 - Knowania

Knowania

W przyćmionej izbie u karczmarza w „Świerklańcu”paliła się malutka łojowa świeca postawiona na sznkfasie. Dawała mało światła zostawiając resztę wielkiej izby w mroku. Światła było jedynie tyle ,aby było widać beczkę z piwem i kufel,do którego żyd karczmarz spuszczał żółty,złocisty płyn. Wchodzący nie zauważał,że w samym kącie siedział ubrany z pańska
człowiek,który mógł być zarówno rycerzem jak i wolnym mieszczaninem podróżującym w interesach. Ubrany był bardziej z czeska-szeroki czarny kapelusz zupełnie zakrywał twarz,na sobie miał czarną pelerynę,która szczelnie zakrywała spodnieodzienie, jedynie białe wypustki koszuli zdradzały,że to wielki pan,czarne buty sięgające powyżej kolan wskazywały,że nie obca mu była jazda konna. Siedział ukryty w mroku i bacznie obserwował wchodzących i wychodzących,którzy głośno często rozmawiali między sobą,bo widać przednie Rybnickie Piwo z książęcego browaru rozwiązywało języki.
-Dyć wypijmy se po kufelku Macieju,bo jyno tela nom pozostało,co se wypijymy,reszta je niynaszo,a postawisz sie okoniym to cie tak jak mie postawiom pod prygierzym i hetman ze zomku korze ci odmierzyć dwadziyścia batogów na goły pukel-hudy,wysoki jak tyka chmielu młody człowiek,ubrany z chłopska w lnianne gacie i takąż koszulę,bosy z jasną czupryną,zapraszał na kufelek piwa małego łysego człowieczka o chytrych,rozbieganych oczkach i wielkim,czerwonym nosie,który zdradzał
zamiłowanie do trunków.
Dyć za głośno nie godej,bo szynkyrz doniesienie hetmanowi na zomku, że narzekomy i uzaś bydom mecyje.
-Szynkyrz je żyd i mało go obchodzi naszo wiara,on jyno myśli wiela wody doloć do piwa coby wiyncyj zarobić.
-Co to godosz o nowej wierze.
-No prawiom,że od czechów przichodzi. Łażom po zagrodach i ludziom w łepach bańtlujom. Prosty człowiek jak do nich przystanie może bez grzychu użyć życio. Padoł taki jedyn spod Glywic z husytów,że możesz panoczka jak nie chce przystoć do nowej wiary,zabić,miynie zajońć,baba mu wyłonaczyć i żodnego grzychu ni ma. Wszystke grzychy zabiyro tyn nowy prorok,,wołajom go Hus,Hanys Hus po noszymu Gyńś.
-Padosz bez grzychu?Miynie zajońć,jaśnie pani wyłonaczyć.To by mi sie nadowało. Umisz se to forsztelować-jaśnie pani cołko w biołych szatach, śpi w biołej pościeli,a ty podchodzisz do niyj lygosz w wele niyj i jeszcze kożesz, że mo ci odwinąć onuce, podropać po puklu a w tym czasie jaśnie pon siedzi przywiozany przi budzie.od psa. To je zycie!
Nagle z ciemnego kąta sali dał się złyszeć męski głos,który rozkazał
zydowi podać piwo. Karczmarz pochylony w pół usłużnie niósł kufel piwa
lecz rozkazujący głos zatrzymał go w miejscu.
-Powiedziałem trzy piwa,dla mnie i dla tych dwóch chłopów,pokazał na Macieja i jego łysego towarzysza. Chłopi dopiero teraz zorientowali się, że nieznajomy słyszał każde ich słowo. To jest ich koniec. Jaśnie pan na zamku srodze ich ukarze,oby nie za dyndali na sznurze. Wystraszeni zostawili niedopite piwo próbując czmychnąć z karczmy.
-Nie bójcie się,a podejdźcie bliżej i napijcie się piwa które dla was zamówiłem,głos był władczy,nieznoszący sprzeciwu. Stali sparaliżowani strachem-pewni,że pan przed karą urządza sobie wesołą krotochwilę. Pytanie czmychnąć,czy zostać. Katowski topór czy kufel złocistego płynu.
-Siadajcie powiedziałem,w głosie czuć było zniecierpliwienie. Słyszałem wszystko,co mówicie,ale nie poślę was do kata pod jednym wszakże warunkiem,musicie mi pomóc. Pomożecie,będziecie panami. Nie tylko pani na zamku będzie wam usługiwać,rozumiecie?Wszystko będzie wasze młode i stare będziecie dusić własnymi rękami,A ile bogactwa wpadnie w wasze ręce,co tylko pomyślicie będzie wasze. No to ugadamy się? Żyd przyniósł kolejne kufle złocistego piwa. Rozpalone namiętności pobudzały
wyobraźnię.
-Kim żeś je panie,że prawisz nom take rzeczy?
-Jestem Raczek. Przychodzę od wielkiego rycerza Piotra Polaka,który przystał do husytów i ma moc wojska konnego i pieszego. On ci będzie wielkim królem całego Śląska,tylko najpierw musimy przegonić wszystko co sprzyja cesarzowi Luksemburgowi. A wy kim jesteście?Wolni czy niewolni.
-Jo je Kanciok,ochrzcili mnie na Jozla, służa u pana na browarze,mały łysy
człowieczek nisko się pokłonił.
-Jo je Dzięgiel,ochrzcili mnie na Macieja, służa u pana na Zamysłowie- powiedział chudy,wysoki jak tyka chłop odstawiając kufel. -Nachylcie się tak,żebym nie musiał krzyczeć,bo zawsze to niebezpieczne.
Będziecie namawiać chłopów do przyłączenia się do husytów. Pamiętajcie,
że wszyscy niezadowoleni,to są nasi,oni będą was słuchać. Ale pamiętajcie
należy bardzo uważać,bo hetman zamecki nie żartuje i może być tak,że zanim sobie użyjesz,kat skróci cię o głowę.
-A zakonnice tysz nie bydom oszczydzane,i tysz bez grzychu?
-Te najbardziej,bo one tkwią w starej wierze i są przeciwne husytom. Zakażdą która wyrzeknie się swojego Boga i napluje na krzyż dostaniecie talara.
-Talara padocie,już bych sie broł do roboty.
-Tylko się nie śpieszcie,szukajcie takich którzy nas poprzą. O resztę się nie
martwcie. Teraz lećcie do swoich i róbcie swoją rob


Szalej, rodział 1


Złe wieści

W niemą ciszę poranka wdarł się delikatny prawie śpiewny głos dzwonu. To Matka Boska nad Wodami wzywa wszystkich mieszkańców Rybnika na poranną mszę świętą. Po dłuższej chwili do pierwszego dołączył drugi dzwon,widać większy bo głos miał bardziej potężny-basowy.
I tak płynęły te dźwięki po pagórkach,łąkach,polach i przepastnych lasach, docierały do przyległych osad na Wawok, Paruszowiec,Kozie Góry a jak wiatr był przychylny to słychać je było nawet w Boguszowicach lub śródleśnych Bijasowicach.
-Dyć im sie cosik po bańtlowało co tak wczas dzwoniomi ludzi budzom. Przecasz kokot jeszcze nie zapioł a i kos cyrkuśnik tysz śpi. Isto Walerian kościelny u faroża musioł wczora za dużo piwa wychłeptać i zaspoł kajś w dzwonnicy a teroz mu sie cni i zwołuje ludzi. Michel podniósł się z barłogu naciągnął ramiona,że aż kości strzelały,zły na cały świat,że nie pozwolono mu spać u boku młodej żony i rozkoszować się ciepłem jej ciała.
-Cza bydzie wstować bo isto już nie zasna. Wera zwrócił się do młodej żony która odwrócona plecami leżała z pierzyną narzuconą na głowę, wystawiając zalotnie zgrabną nóżkę jak by chciała powiedzieć-chłopeczku nie dziwocz dyć podziwej sie jako żech je szykowno a zarozki przydziesz na lekciejsze myśli.
Tym razem Michelowi nie było ani do zaglądania na powaby żony ani do figlowania w ciepłym barłogu. Był po prostu niespokojny. Zły sen pozbawił go dobrego nastroju i teraz stojąc nad śpiącą kobietą jak by nie zauważał jej gładkiej skóry która normalnie przyprawiała go o żywsze bicie serca.
Śniło mu się,że razem z Wiktorinem sąsiadem spod Nacyny gasili ogromy pożar który podłożyli jacyś obcy,źli ludzie. Szkopuł w tym,że nie wiedział co się paliło. Słyszał trzask płomieni,płacz kobiet i dzieci,rżenie koni,ryk palonego żywcem bydła. Widział księdza dobrodzieja całego we krwi a nad
wszystkim unosił się czarny jak smoła dym. Na samo wspomnienie snu pobożny Michel przeżegnał się i zmówił zdrowaśki do Panienki Świętej która królowała nad rybnickimi wodami. Stary Pyszny który dobija już do setki powiada,że zanim tatarzy najechali na Śląsk ludzie również mieli senne koszmary. Ojciec Pysznego na wiele dni przed pokazaniem się tatarów opisał ich wygląd. Żółtoskóre,małe,skośnookie ze szpicastymi hełmami na głowach. Dosiadali małych koników na plecach nosili łuki. Palili,mordowali,grabili,młodych chłopców i dziewczęta brali w jasyr. Ksiądz któremu Sibeliusz opowiedział sen nie dał mu wiary.
-To wymysł chorego mózgu Sibeliuszu,wyspowiadaj się,czyń pokutę a wszystko będzie dobrze...Nie było dobrze. Dopiero gdy w męczarniach umierał przywiązany do ogromnego dębu przyznał,iż był niedowiarkiem. -Wera dyć stowej bo cosik przydugawo dzwoniom. Może uzaś jako trwoga ogłoszajom. Weronika leżała udając,że śpi. Nieśpieszno jej było do rozmowy z Michelem. Wczoraj wieczorem posprzeczali się a jemu się to się zdaje,że ona z samego rana będzie gotowa do zgody.
-Stary kyndroz jedyn,z wieczora jak je czas po tymu to on by społ a z rana jak ona śpi to onymu sie zachciywo. Mało tego to po tym...on zasypio a jom goni do roboty. Rozespana odwróciła się do niego przodem ale minę miała marsową. Tak szybko mu nie wybaczy,że wczoraj zignorował jej jednoznaczne gesty. Ale rzeczywiście dzwony biją wyraźnie na trwogę. -Suchej Weronka wstowej i gibym leć na Cerekwicko Góra wywiedzieć sie kaj gore. Pon Boczku świynty zdyjm z nos swój gniyw. Ciynżko robiymy coby starczało chleba,dziesiynciny oddowomy,podwody dowomy przy stowach rybnych odrobiomy a sztyjc nos jyno doświadczosz.Jak niy tatary,to madziary,jak niy czechy to poloki włażom jak na swoje.
Weronika powoli wstawała z barłogu,jej długie rozpuszczone włosy puklami spadały na plecy. Ciemna karnacja skóry i duże orzechowe lekko
skośne oczy dodawały jej orientalnego uroku,nie darmo przez bliskich nazywana była Tatarka.
-Jo sie ogarna i poleca na zwiady a ty sie nie wylegój jyno zajmij sie gadzinom słysza,że kokot już pieje a za chwila zacznom beczeć barany.Weronika wprawną ręką zawiązała włosy w dudlik (kok)następnie ubrała spodnica,jakla i zopaska,na rzuciła na siebie chusta i była gotowa do drogi.
Przed domem wskoczyła do drewniaków nazywanych”holzpieronami”i pochylona poleciała do kościoła na kympce. Ledwo przeskoczyła strużka która płynęła obok ich domu a wpadała do Nacyny obok rybnickiego zamku natknęła się na pierwszą kobietę która tak jak ona podążała do kościółka do Panienki Świętej dowiedzieć się dlaczego dzwonią.
-Witom cie Cecylko widać je nom po drodze.
-Bóg zapłać za powitanie,tom samom witkom cie witom. Widać jakeś ważne sprawy sie pochajom co nos zwołujom o tak wczesnej godzinie.
-Ani nie godej,człowiek se leży w ciepłym barłogu a tukej oroz alarm ani by kajś gorało.
-Suchej Weronka dyć baby klachajom,że kajś u panoczków powstoł nowy antychryst kery chce naszo nojświyntszo wiara wyłonaczyć,wszystkich kapelonków po zabijać zakony po polić a zakonnice wyłonaczyć. Padajom, że w Czechach zrobiył tako haja jakiej świat nie widzioł.
-Co to godosz Cecylko aże strach je tego suchać.
-Strach niy strach ale cza wiedzieć co w trowie piszczy. Padoł taki jedyn co handluje dratwon,że kery sie nie wyrzeknie Pana Boga i nie przystanie do tych heretyków to bydzie w mynczarniach zabity.
-Padosz,że dratwiorz prawi take rzeczy a może on je jakiś heretyk jak od czechów przychodzi.
-Kto go tam wiy. Ryszawy je ani dziko świnia a mamulka godajom co na ryszawych cza se dować pozór.
-Ciynżko je wylyść na ta Cerekwicko Góra. Weronka przystanęła by nabrać
tchu.W międzyczasie mijali ich ludzie z różnych stron Rybnika, szli miyszkańcy z Łony, Zagrodników,spod zamku, Koziech Gór i wielu innych przysiółków. Wszyscy szli śpieszno ciekawi jakie ważne wydarzenie każe zwoływać ich o tak wczesnej godzinie.
Kościół Najświętszej Panny Marii zwany czasami kościołem Matki Boskiej nad Wodami postawiony był na najwyższym wzniesieniu Rybnika które nosiło nazwę Góry Rudzkiej lub Cerekwicą. Kiedy Weronika z Cecylią wchodziły do środka,Kościół był już prawie pełny. W ławkach siedziała starszyzna rybnicka,mieszczanie,hetman zamecki ze swoją świtą a w dalszych rolnicy,zagrodnicy i reszta mieszkańców. W kościele panowała absolutna cisza,wszyscy czekali w napięciu na wiadomości. Po chwili z zakrystii wyszedł proboszcz bez ministranta,a jedynie z kościelnym Walerianem,który małym dzwoneczkiem wzywał ludzi,by ustąpili miejsca wielebnemu. Ksiądz wbrew zwyczajowi nie poszedł na ambonę,lecz stanął z boku ołtarza i zwrócony twarzą do wiernych powiedział:
-Drodzy parafianie śmiertelna trwoga zawisła nad naszą ziemią. Jeszcze pamiętają najstarsi spustoszenia jakie dokonali tatarzy, a już nowa plaga wisi nad nami. Dzisiaj w nocy odebrałem wiadomość od naszego hetmana na zamku,że na południe od naszego miasta grasują bandy husytów. Są dobrze uzbrojeni,plądrują całe sioła i opola,ludzi zmuszają do bluźnierstw na naszą świętą wiarę. Doszły mnie słuchy,że szczególnie na stają na życie księży i zakonników,hańbią kościoły i miejsca święte. Są to czescy tabo- ryci,polscy kacerze a często nasi śląscy rodzeni bracia,którzy dają upust swoim niecnym instynktom. Pamiętajcie,że po siołach grasują przebrani za kupców zwolennicy husytów i namawiają ludzi do buntu przeciw kościołowi,księciu Mikołajowi a nawet cesarzowi,który panuje z łaski Ojca Świętego. Zgroza która woła o pomstę do nieba. Parę dni temu napadli
na Bardo Śląskie,w strasznych męczarniach wymordowali wszystkich zakonników,zbezcześcili sakramenta. Pamiętajcie,że sprzyjają im nasi polscy bracia i wielu śląskich rycerzy,wśród nich groźny rozbójnik z Jastrzębia Runsztajn. Złe wieści nadeszły od południa od Świerklan, Połomii, Bijasowic. Musimy wystawić czujki na rogatkach miasta,które podniosą alarm gdy zobaczą zbliżające się oddziały. Wszystko musimy podporządkować obronie miasta,którą pokieruje pod nieobecność naszego pana księcia Mikołaja hetman zamecki Wiluś.
Wiadomość poraziła wszystkich,bo wszyscy wiedzieli,że Rybnik nie ma murów obronnych,że ludzie aby przetrwać muszą porzucić cały swój dobytek i zaszyć się w ostępach leśnych. Grozę potęgował fakt,że jedynym wykupieniem od śmierci było przystanie do husytów. I chociaż Rybniczanie byli przyzwyczajeni do okropności,które niesie wojna,boć przecież od zawsze,jak tylko pamiętają,na tej ziemi walczyli między sobą Morawianie,Madziarzy,Polacy,Czesi i plemiona Germańskie. Mord, rabunek i gwałt znaczyły dzieje tej ziemi,ale dotychczas zawsze było jedne
miejsce,które było świętym,tym miejscem był kościół. Aż tu nagle zagraża coś zupełnie nowego,wyrzeczenie się świętej wiary lub śmierć zadana w strasznych męczarniach.
Kolejny dzwonek zapowiadał,że oto zaczyna się msza święta. Ksiądz odprawiał mszę w nerwowym napięciu spowodowanym wiadomościami o zbliżaniu się husytów. Drżały mu ręce,często mylił się i jąkał. Dopiero bogaty mieszczanin który siedział w pierwszym rzędzie a w młodości był ministrantem,ukląkł z prawej ręki księdza i czynił posługę. To pomogło. Ksiądz poczuł bliskość znanego gospodarza Piotra Lacha i msza płynęła gładko. Nikt nie śpiewał wszyscy modlili się żarliwie by horda husytów ominęła Rybnik. Gdy ksiądz odwrócony do wiernych udzielał im swojego błogosławieństwa,nagle zaskrzypiały drzwi. Wszyscy z przerażeniem odwrócili głowy pewni,że to husyci dojechali do Rybnika. W drzwiach stał mały człowiek poplamiony krwią i unurzany w błocie. Był bardzo zmęczony,ledwo trzymał się na nogach,co chwilę opierał się o ławki. Ksiądz przerwał w pół zdania błogosławieństwo i zamarł z podniesionymi rękami,jak by wzywając Boga na pomoc. Człowiek zjawa zrobił jeszcze parę kroków,powiedział jedno słowo „husyty” i runął jak długi na ziemię. W kościele zawrzało,kobiety zaczęły lamentować szukając kryjówki
pomiędzy ławkami.”Jezusiczku ratuj, Paniynko Świynto uchroń nos przed ,smierciom i sromotom”.W narastającej panice udzie tracili resztki zdrowego rozsądku,rozpychając się i tratując kościelny dobytek. Wtedy wstał ksiądz,wyprostował się,zrobił się jakiś ogromny,nieludzko duży i grzmiącym głosem zawołał:”Cisza bo w domu Bożym przebywamy i nie godzi się larmo podnosić”.Na niewiele jednak zdało się wołanie księdza, ludzie tylko na chwilę ucichli,w nerwowym poruszeniu przyjęli błogosławieństwo i natychmiast ciasnym kołem otoczyli leżącego na posadzce chłopa,który nie dawał oznak życia. Inni w pośpiechu wracali do swoich domostw,by w czasie trwogi być blisko swoich. Ksiądz podszedł do leżącego,pochylił się nad nim sprawdzając,czy aby nie wyzionął ducha, a kiedy stwierdził,że nie,nakazał,by zanieśli go do zakrystii i ułożyli na szerokiej ławie,która stała pod ścianą. Następnie obmył mu twarz wodą i delikatnie potrząsnął głową.
-Jo je Proćpok łod Świyrklon-pierwsze słowa wypowiedziane szeptem. -Opowiedz nom co ci sie przytrefiyło, ksiądz potrafił mówić w śląskiej gwarze.
-Uciykom bez Bijasowice, Jankowice,co by Wos ostrzec i o pomoc prosić.
-Kto cie goni,kaj momy niyść pomoc.
Godej człowieku po porządku,ksiądz usiadł na końcu ławki i położył głowę leżacego na swoje kolana.
-Padajom,że to som czeske husyty ale som miyndzy nimi i nasze bo godajom swojsko. Widziołech rojbra z Jastrzymbio kery godo po nimiecku wołajom go Runsztajn. Bydzie ich tela co sztachet w płocie-osłabiony przerwał i otarł pot z czoła.
-Odpocznij trocha napij sie szluk wody i godej dalyj.
-Przyszli o zachodzie słońca,kajś łod Jastrzymbio-Szyrokiej. Otoczyli cołke
opole,szli od zagrody do zagrody,wszystkich wylykali z chałup i stowiali przed ich wiyrchnym. Zakuty był cołki w blasze i siedzioł na czornym wielgachnym koniu. Kery chcioł ratować życie musioł napluć na krzyż, pomstować na świynto wiara i na ksiyńcia Mikołaja. Kerzy nie chcieli sie wyrzec wiary byli sromotnie mynczyni. Tego nie idzie opowiedzieć bo łacno idzie prziść o rozum. Nie uszanowali ani bab ani dziecioków.
-Walery skoczno na fara i przyniyś bochenek chleba i dzbonek mlyka bo isto nom padnie,taki je słaby.
-Kej przi babach sie nie godzi dobrodzieju,pokazał oczami po szczelnym kręgu kobiet któr go otaczały.
-No baby, zostowcie nos,a migejcie do swoich a rzykejcie tak co by my obstoli,bo widać je to wiynkszo zaraza,od tatarów, kerzy nastowali na babsko cnota,ale woleli brać w jasyr niż mordować. Ksiądz z szeroko rozstawionymi rękami wypychał z kościoła oporne kobiety,które ciekawe były nawet najbardziej drastycznych opisów mordów i gwałtów. W końcu
gdy zostali sami i Proćpak kończył swoje opowiadanie.
-Dowodzi nimi jakiś rabuś kerego wołajom Pietrek Polak-tyn ci je gorszy
od samego Runsztajna na kerego wołajom tysz Jastrzomb.Som ech widzioł
jak puszczoł ludzi z flakami na wiyrchu,a Łaciokowi to zarżnyli krowa kero była na ocielyniu.
Przerażony wiadomościami usłyszanymi od Proćpaka ksiądz wstał, przeżegnał się i głośno prosił Pana Boga,by wziął mieszkańców tej ziemi w swoją opiekę. Tyle lud tej ziemi wycierpiał,tyle przeszło przez te ziemie żołnierzy,tyle polało się krwi,a wszyscy mówili,że są u siebie,że przynoszą
wolność,a wszyscy grabili i mordowali.
-Jak prawisz chłopie,że wśród nich som i nasi,to widać,że znojdli posuch pośród warchołów i chacharów, kerym wadzom wszystkie prawa i boske, i ludzke. Hetman zamecki Wilchelm oparty o ścianę bezradnie kiwał głową nie mogąc pojąć,że ludzie ochrzczenie dopuszczają się takich bezeceństw. -Widzę wielebny,że sprawa jest pierwszorzędnej wagi,mówił hetman, wnioskuję,że jest to mniejszy oddział plądrujący okolice Świerklan,ale zła i szkody narobią wielkie.
-Jak do czeskich husytów dołączył rozbójnik Runsztajn ze swoją zbójecką
drużyną to jest to siła znaczna. Same Świerklany im nie wystarczą boję się o cysterski Paradis koło Roja, a pewnie Bijasowice i zameczek pani na Jankowicach też są zagrożone.
-Jak przypuszczenia wielebnego są trafne,a wiele na to wskazuje,że są,to mogą się pokusić napaść na Rybnik.
-Co radzisz hetmanie,ksiądz zwrócił się do rycerza Wilhelma.
-Musimy zwołać rycerzy z okolicznych włości, opól i zamków,musimy być

przygotowanie na wszystko. Poproszę księcia Mikołaja Karniłowsko-Raciborskiego o pomoc,niech po gromi tych chultajów puki nie urosną w większą siłę. Teraz udam się na zamek wydać stosowne rozkazy i pchnę umyślnego do księcia.

czwartek, 5 marca 2015

MMyśli z kosza pamięci:
-   -Czy gdy nikt nie Zapłacze nad Twoim grobem
z   znaczy,że przegrałeś życie???                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                M -Jeżeli choć jednemu człowiekowi podałeś rękę
     warto było żyć.
                                                                                                                                  
     -Jeżeli choć jeden człowiek
      zaznał przez Ciebie szczęście
      warto było żyć.

     -Śpiesz się by przebaczyć Tym
      którzy wyrządzili Ci krzywdę,
      możesz nie zdążyć.

     -Spełnić się znaczy kochać ludzi
      bez warunków wstępnych.

     -Dostaję lubieżne tiki
      na widok pewnej Weroniki.

     -Był taki czas,że coś od środka
      mnie grzało,
      był taki czas,że bardzo bardzo
      się chciało
      i pomyśleć minęło ostygło
      uleciało.

     Wariacje operowe:
     Wesele Figara(Mozart)
     -"Już nie będziesz ty stary bawole
      kombinował z Marysią w stodole
      teraz jesteś już na bocznym torze
      nawet viagra ci już nie pomoże".

      Traviata (Verdi)
      -Wielka miłość marzy się
       żar od środka pali Cię
       ale żeby mocno chcieć
       trzeba piecyk w sobie miec,
       a żeby był w piecu "hyc"
       muszą ruszta piękne być
       a do rusztów "fojermon"
       który ma potężny "On".
       Jak pogrzebacz w ruszcie tkwi
       piecyk aż z uciechy śni.

      Halka(Moniuszko)
      Szumi wiater na wiersycku
      szumi sobie w dal,
      gazda siedzi na ściernisku
      i spogląda w dal
      w czasie tego oglądania
      naszła go potrzeba srania.
      Rety rety co to będzie
      gazda zaparł się
      pedzioł,że srać nie przestanie
      puji Halki nie dostanie Hej

      Straszny Dwór (Mooniuszko)
      ARIA z kURANTEM
      -Hań wele rynku chłopców tłum
       na panny będzie gon
       tak w piśmie zapisane jest
       by panny łapać" fest".
      A jak Ci się jakaś wymknie
      to dzisiaj se nie brzdękniesz.
      A kiedyś jakaś wpadnie ci w łapy
      musisz uważać by nie podpaść u taty .

      TOSCA (Puccini)
      Aria więzienna-Cavaradosi)
      -Po przez dziura w desce
       podglądałem Waleskę
       widziałem cuda
       wierzyłem,że się uda.
       Waleska w pianie
       w bielusieńkiej wannie ha ha ha ha
       a ja przy dziurze
       w pełnej ekstazie napalam się.
      Następnym razem,tak sobie marzę
      ha ha ha ha
      zamiast zezować smsować
      ha ha ha ha.
      Zamiast od ojca doznawać przykrości
      lepiej zażywać wirtualnej słodkości
      ha ha ha ha.

      -Kiedy ktoś Cię zawiedzie
       nie skreślaj go,daj mu szansę.

      - Prawiła ciotka,gadała potka
       że chłop bez baby
       jest jak gwóźdź bez młotka
       jak łąka bez kwiatka.

      -Płacz-skroplone emocje.

      Nadzieja-liczenie na coś czegoś nie wypracował.

     -Miłość-Upadek rozumu poniżej pasa.

     -Nie którym dokucza fakt,że nie zostaną kimś
      kim nigdy nie zostaną.

      -Wolę kobietę z feromonem
       cudnie,krzczasto zarośniętą
       niż wydepilowaną modnisię
       pawianowato wstrętną.

      -Rajcuje Cię smsowanie
       ty stary baranie?
       wiec,że starości taka jest wada,
       że tylko klikaniem grzeszyć wypada.

      -Nie tylko w Achem można fiken machen
       starczy kliknąć na komputerze
       i już leżysz na dowolnej Werze.

       -Kiedy w małrzeńskie kładę się łoże
        nawet viagra nie pomoże.

       -Semafor poszedł do góry
        z cipki p[olecą wióry.

       -Głupota jak myśl Lenina
        jest wieczna.

       -Uwierzyłem pewnej Marioli,
        że pierwszy raz nie boli,
        poderwał mnie pedał na zupa
        teraz boli mnie dupa.

       -Młode panienki
        słodkie są jak rodzynki
        ale kiedy juz nie możesz
        uważaj na poroże.

       -Miller,Tusk czerwona kwaska
       nie wytrzymuję wzięła mnie sraczka
       skończyła się fraszka.

      -Kiedyś uczyli mnie francuskiego
       po tym kazali sie uczyć ruskiego
       po krótkim czasie angielski dodali
       ledwo dodali juz skasowali.
       W ankiecie personalnej piszę
       "niepełny poliglota"
       edukacyjny idiota.

       -Do nikogo zbytnio się nie przywiązuj
        nie pozwól by ktoś zbytnio przywiązał się do ciebie.
        Mniej będziesz cierpiał i zadawał cierpienia.

      -Najnowszy wynalazek higieniczny:
       Wydepilowana cipka na zamek błyskawiczny.

      -Przez przekręty Millera i Kwasa
       twarz straciła robotnicza klasa.

      -Trwanie w zbyt niskim ukłonie
       zawęża horyzont.

      -Jak jesteś w gówni utytrany
       co z tego żeś jest upudrowany.

      -Prawdziwego brylantu
       największe gówno
       nie pozbawi wartości.

      -Jak odróżnić pedała od liberała?
       Różnica w tym się mieści,
       że pedał ma chwilę szczęśliwości.

      -Fiki miki na Haiti
       na Markizy cipolizy
       na Aleuty miękkie fiuty
       na Chałupy nagie dupy
       smutbi faceci smutne panienki
       na Kubę słuchać marksistowskie jęki.